PsychologiaRozwój

Autopsychoterapia – moja blogowa psychoterapia

autopsychoterapia

Na początek przyznam Wam się do czegoś szokującego: przez prawie 10 lat cierpiałam na depresję, bezsenność, nerwicę i zaburzenia lękowe. Gdzieś tam momentami przewijała się nawet fobia społeczna. Niektóre lata były dla mnie łatwiejsze, inne były bardzo trudne, jednak dziś mogę powiedzieć wprost: POKONAŁAM TE PROBLEMY!

Takie czasy, że niestety nie tylko mnie to dopadło – wiele osób ma problemy takie, w których przydałaby się im pomoc psychologiczna. Często jest tak, że z różnych względów trudno jest sobie pozwolić na skorzystanie z niej (czy to z powodu ograniczeń czasowych, finansowych czy też z powodu skrępowania lub zamartwiania się tym, „co powie rodzina”). Jeśli jednak pokonamy przeszkody i trafimy na dobrego psychoterapeutę, mamy szansę na ogromną poprawę naszego stanu psycho-fizycznego! Jestem na to najlepszym dowodem.

Już na poprzednim blogu prowadziłam pewien bardzo ciekawy cykl wpisów. Zbierał pozytywne opinie i do tej pory uważam, że był to świetny pomysł. Tamten blog umarł niestety z powodu mojego zaniedbania – wtedy w dbaniu o niego nic mi nie pomagało. Ani mój ówczesny stan psychiczny, ani zdrowie. Mniejsza o przyczyny. Zawiodłam. Czułam to. I obwiniałam się, bo zawodziłam nie tylko w blogowaniu. Było tak źle, że podjęłam jedyną decyzję jaką mogłam wtedy podjąć – zaczęłam chodzić na terapię. Przeszkody wtedy ustąpiły miejsca bardzo silnej potrzebie.

Moja terapia

Przez rok, regularnie, minimum 2 razy w miesiącu (a na początku nawet 3-4 razy) stawiałam się bez względu na wszystko na spotkanie z terapeutką, specjalistką od CBT – Panią Kamilą. Po kilku wcześniejszych (nieudanych) próbach, znalazłam osobę, której w pełni zaufałam. Zaufałam Kamili mimo że nie dzieli nas prawie wcale różnica wieku – nie patrzyłam jednak na jej wiek jako na wyznacznik posiadania/nieposiadania odpowiednich kwalifikacji. Wręcz przeciwnie – czułam się od samego początku lepiej rozumiana, choćby z powodu naszego podobnego wieku. Mimo to, z Kamilą nigdy nie przeszłam na Ty, choć na blogu będę pisać tylko jej imieniem. To było (i jest nadal) jednocześnie dziwne i pomocne.

Autopsychoterapia

Po roku terapii, a dokładnie po 27 spotkaniach moja terapeutka stwierdziła, że nadszedł moment kiedy możemy oficjalnie zakończyć terapię – uznała, że z depresji i spółki jestem „wyleczona” bo radzę sobie w większości sytuacji, znam mechanizmy które rządzą moim samopoczuciem, mam w ręku mnóstwo sposobów na radzenie sobie gdy jest źle. Sposobów na to, by nie dać się z powrotem wkręcić w błędne koło depresji, nerwicy i reszty. Umiem już przerywać to wszystko odpowiednią aktywnością. Spotkania z terapeutką będę jednak kontynuować ale już jako coaching, nie terapię. Do Kamili mam przychodzić w zależności od moich potrzeb. A te wciąż mam spore. Nadal nie wiem czego chcę. Nadal mam duże problemy z motywacją. Wciąż robię bardzo bardzo! dużo złych rzeczy dla mojego zdrowia. To tak między innymi.

I tutaj pojawił się pomysł, by na tym bogu wznowić mój cykl z poprzedniego – wznowić  moją „blogową autopsychoterapię”. Ponad rok temu zaczynałam ten cykl sama. A dziś już wiem, że kiedy jestem sama, słabnę. Bo mimo, że jestem introwertyczką i często potrzebuję spędzić trochę czasu w samotności, by „naładować baterie”, to jednak potrzebuję również niesamowicie ludzi wokół siebie. To ludzie są moją siłą napędową i motywacją do działania!

Gorąco zachęcam Was do skorzystania z terapii. Wiem, że niełatwo jest znaleźć odpowiednią osobę, czasem trudno pozwolić sobie na to finansowo. Wsparcie jest jednak dobre i potrzebne. Jest w tym jednak jeden „haczyk”! Większość pracy nad sobą i tak musimy wykonywać samodzielnie. Terapeuta może nam jedynie (albo aż) wskazywać drogę, pomagać nam dostrzec to, co nam samym trudno jest zobaczyć lub przed zobaczeniem czego się bronimy. Może motywować nas do działania (a bardziej pomóc odnaleźć utraconą motywację). Może też pomagać nam odnaleźć sposoby gojenia naszych  psychicznych ran. Może też pomóc w wielu innych kwestiach. Jednak pewne jest, że o ile przy wsparciu drugiej osoby – w tym przypadku terapeuty – będzie nam łatwiej pracować nad sobą, o tyle terapeuta na pewno nie jest panaceum – bo to w nas samych tkwi lekarstwo na problemy, które nas trapią.

Zostań swoim własnym terapeutą

Może warto więc spróbować samodzielnie dotrzeć do swojego wewnętrznego źródła problemów? Zamienić się w swojego osobistego terapeutę? Zwłaszcza jeśli problemy są widoczne ale nie są bardzo duże. W celu ofiarowania Wam (i sobie) wsparcia w wielu problemach psychologicznych chcę stworzyć na blogu coś, co można określić słowem „psychoterapia” – a bardziej „autopsychoterapia”, ponieważ będzie to metoda oparta na samodzielnej pracy nad sobą, wspomaganej materiałami dostępnymi na blogu i dodatkowo wspierana poprzez wnioski i ciekawe lekcje które wyniosłam z mojej terapii i sesji coachingowych.

Ta seria postów oparta będzie na moich doświadczeniach i problemach, które na pewno są nieobce wielu z Was. Będę się starać prowadzić ten cykl w taki sposób, by był pomocny dla osób, które z różnych powodów nie mogą pozwolić sobie na terapię i wsparcie psychoterapeuty lub pomoc coacha.

Depresja, nerwica i inne problemy psychologiczne bardzo często dotyczą osób, które cechuje wysoki poziom introspekcji – „wglądu w siebie”. Jest to zarówno naszym błogosławieństwem, jak również niestety przekleństwem. Często przyczynia się do rozwoju problemów psychologicznych (nie lubię określenia chorób psychicznych, ale tych także), ale umiejętnie wykorzystana, cecha ta pozwala na osiągnięcie wyższego poziomu rozwoju (o ile najpierw pokonamy problemy, które ten rozwój hamują).

Głęboko wierzę w to, że dzięki tej serii postów będę mogła pomóc nie tylko sobie, ale przede wszystkim Wam Drodzy Czytelnicy. Jeśli Wam tak jak i mnie nie są obce problemy takie jak depresja, dystymia, lęki, nerwica, bezsenność i wszelkie inne problemy, które związane są ze stresem i brakiem umiejętności radzenia sobie z nim – możemy stworzyć grupę, w której będziemy się wspierać, motywować, rozpracowywać kolejno przeróżne konstrukcje problemów psychicznych. Będziemy próbować zmieniać bilans cech, tak by zmniejszać w sobie ilość tych złych (akceptować lub przekuwać je w te prowadzące do konstruktywnego działania) i budować dobre, pokonywać problemy takie jak wyuczona bezradność, lęk, nieśmiałość i strach przed kontaktami społecznymi.  Póki co jestem w stanie opierać się tutaj przede wszystkim na własnych problemach i doświadczeniach. Mogłabym rzecz jasna kierować się książkami i artykułami, które przeczytałam i robić to na „sztuczno” jednak to swoją własną autopsychoterapią rozpocznę tę serię – będzie to ode mnie wymagało dużej dozy szczerości, ale jestem na nią gotowa 🙂

Drodzy Czytelnicy, jeśli traficie tutaj i przeczytacie ten post, dajcie znać w komentarzu co o tym myślicie – dobry pomysł czy zupełnie niepotrzebny bo materiałów „samopomocowych” pełno gdzie indziej? Robić to będę i tak, bo wiem jak bardzo pomaga własna praca nad sobą ale Wasza opinia i uwagi są dla mnie bardzo cenne, a to, co będę tutaj robić, ma być pomocne dla Was i dla mnie.

Udostępnij: