blogowy impas

Moja blogowa blokada trwa w najlepsze i ani myśli odpuścić. Od początku istnienia tego bloga mam wątpliwości jak  i czy w ogóle powinnam go prowadzić – serce krzyczy tak, rozum też, więc co jest nie tak? Dlaczego nic nie piszę, dlaczego nie działam tak jak to sobie zaplanowałam? Czego mi brak? O wiele więcej postów dodałam na poprzednim blogu, część z nich wyszła całkiem nieźle i zebrała sporo pozytywnych opinii. Skąd ten impas którego nijak nie umiem przełamać? Czas bym zastanowiła się nad jego przyczynami – właśnie tutaj i właśnie po to by spróbować przesunąć ten ciężki kamień który zagradza mi drogę do szczęśliwego blogowania.

Czas

to pierwszy czynnik przez który nie bloguję. Faktycznie ostatnio mam go niby mniej – depresja przez którą późno zasypiam i później się budzę, stałe zamartwianie się pracą i myślenie o niej też nie pomagają. Czy czasu faktycznie mam jednak tak mało? Tak mi się wydaje ale to nie do końca prawda bo sporo mam go w weekendy i wieczorami – mogłabym pisać, mogłabym też próbować napisać coś w ciągu dnia – bo teoretycznie mogę zrobić sobie przerwę. Za dużo rozmyślam, za dużo się martwię, za dużo czytam – to też zabiera mi dużo czasu. Więc jak widać czas a raczej jego brak to nie do końca aż tak duży problem jak się wydaje.

Prywatność

kwestia z którą wciąż nie doszłam do ładu i składu i przez którą bardzo trudno mi się pisze i działa na blogu. Nie ustaliłam sobie o czym piszę a o czym nie, nie wyznaczyłam sobie żadnej granicy. Dodatkowo mój mąż nie chce być w żaden sposób widoczny na blogu, co też ogranicza trochę tematykę o której mogę pisać – on nie lubi się ujawniać, nie ma nawet facebooka – to totalny outsider socialmediowy. To też za bardzo nie pomaga.

Tematyka

To co robię na co dzień związane jest z fotografią, grafiką i social media, moje zainteresowania związane są z psychologią, rozwojem osobistym, zdrowym stylem życia (choć w ostatnim czasie teoria niestety jest mi bliższa niż praktyka), podróżami, grafiką, kodowaniem. Mam sporo zainteresowań, co innego też robię na co dzień. Dopiero ostatnio próbuję to wszystko trochę połączyć i usystematyzować – ale ogólnie nadal mam straszny bałagan w głowie i od samego początku prowadzenia blogów tak było – nie mogłam skupić się na jednym temacie, a jeśli już się skupiłam, była to jakoś tak z automatu psychologia która interesuje mnie niesamowicie ale z kolei nie mam z tą dziedziną absolutnie nic wspólnego pod względem zawodowym, a doświadczenia jakie z nią mam są tylko moje – niezbyt więc czuję się kompetentna by komukolwiek pomóc, więc częste są myśli jaki sens ma prowadzenie tego bloga?

Sens prowadzenia bloga

jeśli psychologia to mój konik i o tym chciałabym pisać i w ten sposób pomagać to jak to robić skoro ani nie mam w tym temacie studiów ani zbytniego doświadczenia oprócz przepracowanych (lepiej lub gorzej) własnych problemów (depresja, nerwica i inne)? Nad studiami psychologicznymi jeszcze niedawno myślałam intensywnie ale ani czasu ani środków finansowych nie mam w tej chwili wystarczających. Do tego moje życie idzie w kierunku dom – rodzina – dzieci – czy tego chcę czy nie, mając męża którego bardzo kocham tak to wygląda i też mi nie pomaga w podjęciu decyzji co dalej.

Własne nierozwiązane problemy

wynikające z powyższych właśnie czyli praca o której pisać nie chcę bo jest ona środkiem do celu a nie celem. Do tego dochodzi mieszkanie które już dwa lata temu sobie ubzdurałam wraz z mężem a którego wykończenie jest teraz dla nas cholernym obciążeniem i sporo nas ogranicza (tak – lepsze mniejsze i tańsze niż rezygnacja z wielu rzeczy na rzecz dużego niby “wymarzonego” – fuck), którego wcale nie odbieram jako spełnionego marzenia ale raczej jako strup na czterech literach. Nie wspominam już o tykającym zegarze biologicznym i naciskach społecznych na posiadanie dziecka – tutaj akurat są tylko oczekiwania, a pomocy brak więc to olewam, choć zegara już tak łatwo olać nie mogę, bo wiem dobrze że nie chcę nie mieć dzieci…

I tak mija czas, a ja nadal nie piszę mimo że to kocham niesamowicie! Co jakiś czas uskrobię jakiś post ale nie o to mi chodziło kiedy blog zakładałam a likwidowałam ten wcześniejszy. Chciałam pisać regularnie, fotografować, rozwijać się w tym, działać prężnie i być blogerką z prawdziwego zdarzenia. Do tej pory klapa totalna. Co jakiś czas mówię sobie dość, obiecuję sobie że to zmienię, a potem wstyd mi przed samą sobą że nadal jest to samo.

Pisanie to jedno, zdjęcia na blog, a raczej ich brak to druga sprawa – w pracy mam sprzęt całkiem fajny ale bardzo zniechęcający do używania go prywatnie bo Canon 760D wraz z obiektywem to wyjątkowo mało poręczny aparat – nie lubię robić nim zdjęć. Drugi problem to mega ciemne mieszkanie – to w którym mieszkam teraz to koszmar dla fotografa, okna od wschodu i ciemno przez cały dzień – po prostu nie da się tutaj zrobić fajnych fotek lifestylowych.

A może będzie lepiej?

Dosłownie wczoraj jednak przełamałam się i rozwaliłam świnkę – kupiłam mój wymarzony bezlusterkowiec który ma być zawsze przy mnie i którym mam robić super foty i dzięki temu mam prężnie rozwijać ten blog! Za kilka miesięcy zmiana mieszkania – może i strup ale bardzo jasny – okna południe zachód to z kolei marzenie fotografa i tych warunków doczekać się nie mogę. Co tam że wprowadzimy się nie mając kuchni ani mebli – ważne są tła do zdjęć i akcesoria 😀

Tak więc mogłoby być lepiej ale może w końcu nie będzie tak źle? Może jednak mam szansę na rozwój i w końcu ten blog stanie się tym czym miał być już od roku? Będę starać się o to mega mocno!

Udostępnij: