PracaPsychologiaRozwój

Mentalność „od jutra” – jak pokonać odkładanie?

prokrastynacja

Posprzątać szafę, pozbyć się nienoszonych już rzeczy, umówić się na zdjęcie panoramiczne zębów, zrobić projekt nowej strony internetowej, umyć okna, przygotować plan posiłków na następny tydzień, sprzedać lokówkę, zapisać się na siłownię i znów regularnie trenować  – odkładam na potem zadania mniejsze lub większe, w większości na tyle małe że ich niezrobienie jakoś znacząco nie narusza mojego komfortu życia ale są też duże zadania które odkładam – niezrobienie tych rzeczy przyczynia się do braku rozwoju i stagnacji. Im więcej uskłada się tych małych tym poczucie bałaganu większe, a im więcej tych dużych, tym gorzej bo wtedy coraz mniej się chce a mnie ogarnia coraz większa apatia. Jeśli tak jak ja, macie problem z mentalnością „od jutra” wiecie jakie problemy potrafi to w życiu powodować.

Moja walka z tą przypadłością, nazywaną bardziej fachowo prokrastynacją, a potocznie odkładaniem trwa już dobre kilka lat. Taka tendencja wykształca się zazwyczaj już w dzieciństwie, a w późniejszym czasie nasila ją bardzo depresja i fobia społeczna. Albo skłonność do nich i taki typ osobowości. Tak właśnie było u mnie. Fakt, mamy trudniej bo zmienić strukturę osobowości jest bardzo trudno – nie jest to jednak niemożliwe. Odwlekanie bardzo dużo psuje w życiu, odbiera mnóstwo możliwości i jeśli jest mocno nasilone, a nie zostanie poskromione, uniemożliwi osiągnięcie jakiegokolwiek sukcesu. Dziś pokażę Wam jak ja walczę z tym problemem i czego o nim nauczyłam się w ciągu kilku ostatnich lat.

Już od dość dawna przygotowuję sobie coś takiego jak

Lista rzeczy odłożonych na potem

Każdy z nas powinien sobie taką listę zrobić. Ja umieszczam na niej wszystko co odłożyłam na bliżej nieokreślone „kiedyś” – rzeczy związane z pracą, z ogarnięciem domu, sprawy dotyczące zdrowia, dbania o siebie – dosłownie wszystko co już dawno powinnam zrobić, a co nadal leży sobie gdzieś z tyłu głowy nietknięte i co jakiś czas daje o siebie znać. Zazwyczaj raz w tygodniu biorę któreś z zadań z listy i je po prostu wykonuję – w 90% przypadków okazuje się, że nie zajmują mi one ani tyle czasu ani nie kosztują tyle stresu i energii jak się wydawało (bo hej! z jakiegoś powodu je odłożyliśmy na potem).

Prokastynacja to ciężki przeciwnik i gdy tylko moja czujność zostaje uśpiona uderza we mnie z większą siłą, dlatego najważniejszy jest

Dobry plan

Bez planu codziennych zadań ani rusz – kiedy nie mam czarno na białym wypisane co mam zrobić prawdopodobieństwo że nie zrobię niczego konkretnego wzrasta niebotycznie. Kiedy mam plan, nigdy nie naskłada mi się tyle zaległych obowiązków co bez niego bo w okresach kiedy działam sobie i funkcjonuję bez planu wygodnie jest mi „zapominać” o pewnych rzeczach które muszę zrobić. A potem rzecz jasna lista spraw zaległych jest coraz dłuższa.

Racjonalna ilość obowiązków

Jeśli biorę na siebie więcej niż 1 duże zadanie i 3 mniejsze dziennie istnieje możliwość że nie zrobię wszystkiego bo będę zbyt zmęczona by dalej działać. U każdego rzecz jasna te zadania i ich liczba będzie inna Co za dużo to niezdrowo jest aktualne w każdej życiowej kwestii, a branie na siebie zbyt wielu zadań na krótką metę zadziała, na dłuższą na tyle zmęczy że w pewnym momencie nie chce się robić niczego. To samo dotyczy momentu w którym naskłada nam się na głowę (i na listę) tyle rzeczy odłożonych na później że coraz trudniej to wszystko ogarnąć.

Pozbycie się rozpraszaczy

Ten punkt to moja największa pięta achillesowa! Do tej pory nie ogarnęłam tej kwestii zbyt dobrze i nadal przeglądanie Instagrama, scrollowanie facebooka, podczytywanie ulubionych blogów zajmuje mi w ciągu dnia stanowczo za dużo czasu. Pozbyłam się subskrypcji na Showmax’ie i Netflix’ie i i tym samym zminimalizowałam liczbę oglądanych regularnie seriali (na szczęście właśnie dziś skończył się serial który ostatnio pochłaniał mi sporo czasu, a który jest jednocześnie niesamowity i wciągający jak i przerażający – Opowieść podręcznej, nie powinnam polecać bo jak już się zacznie nie da się nie oglądać kolejnych odcinków!). Gotowanie to mój kolejny słaby punkt – nie umiem, nie cierpię tego robić i najchętniej żyłabym na własnoręcznie pieczonych ciastach (to robić uwielbiam!). Przez ostatnie dwa tygodnie testowałam katering dietetyczny. Znowu. I znowu wiele dań okazała się zbyt paskudna w smaku. Od dziś znów jestem w kropce więc jeśli ktoś coś może poradzić dla osoby nielubiącej gotować, niemającej ani tyle czasu ani tyle kasy na stołowanie się w restauracjach i nielubiącej dań kateringu dietetycznego – dajcie proszę znać.

Zastanowienie się czemu odkładamy

Normalnie polecałabym zrobić to na początku całej walki z okładaniem ale wiem z doświadczenia że rozkminianie co i dlaczego często nie prowadzi do aż tak owocnych wniosków by zaprzątać sobie nim zbyt wiele czasu. Zwłaszcza jeśli ktoś ma taką naturę że ogólnie samo rozbieranie w myślach wszystkiego jest jedną z przyczyn odkładania… Dojdziecie pewnie do podobnych wniosków jak ja – nie lubicie tego co robicie, nie macie pasji, nie czujecie tego, niektórych rzeczy się boicie, a niektóre boicie się robić bo nie wiecie jakie będą ich skutki.

Jest jeszcze sprawa związana z tym, że jeśli bierzemy się za coś dużego i to wyjdzie (powiedzmy schudliśmy 20kg) to też obawiamy się że będzie wiązało się to z czymś niekomfortowym w dalszej przyszłości (czyli w przypadku odchudzania trzymaniem diety, dalszym uprawianiem sportu). Czasem wydaje mi się, że boję się tego bardziej niż porażki bo jestem z natury leniwa i niejako z góry skazuję się na porażkę czyli mój umysł mówi – „nie warto się starać bo i tak spadniesz do tego poziomu na którym jesteś a osiągniesz sukces tylko na chwilę”. Nie jest łatwo, kiedy umysł i nawyki myślowe nie są twoim sprzymierzeńcem…

Podobnie jest ze strachem przed porażką – zwłaszcza jeśli mamy skłonność do usprawiedliwiania się i nie brania na siebie zbyt dużej odpowiedzialności, odkładamy, a w końcu nie nadążamy ze zrobieniem czegoś i tłumaczymy się że za późno, że było za mało czasu itp.

Ogólnie na początku ten punkt wiele nie daje – żeby to naprawdę pomogło, musielibyśmy zobowiązać się do tego, by przykładowo, jeśli wysnujemy wniosek że nie lubimy swojej pracy i dlatego tak zwlekamy – zmienić ją. I to jest najkorzystniejsze wyjście i wiem, że unikając tego tak naprawdę wręcz namawiam do zwlekania, bo zazwyczaj i tak dogoni nas w końcu moment że tę pracę zmienić będziemy musieli. Dlatego że jest najtrudniejszy, uporanie się z nim zostawmy sobie na późniejszy czas.

Jak szybko można uporać się z prokrastynacją?

Nie jestem zwolenniczką ogromnych zmian dokonywanych od razu – na mnie i na wiele osób to nie działa. Tak jak nie da się zmienić od razu ani całkowicie swojej osobowości, tak nie da się od razu wprowadzić, a przede wszystkim utrzymać dużych zmian. Dodatkowo często są one zbyt ryzykowne – warto jednak przygotować grunt tak dobrze jak się da. Im większy nasz problem tym dłużej zajmie jego rozwiązanie, ja pracuję nad moją skłonnością do odwlekania już od kilku lat i mimo że widzę dobre efekty tej pracy, to jej końca nie widzę. Wpływa na to moja wciąż zakorzeniona głęboko we mnie skłonność do depresji (choć już przynajmniej nie depresja) i kwestie związane z rozwojem zawodowym – a z tymi dwoma tematami nie jest tak łatwo sobie poradzić na dobre. Regularne działanie to jednak klucz do sukcesu i jeśli miałabym wymienić jeden czynnik do niego prowadzący to będzie to właśnie codzienna, konsekwentna praca zgodnie z planem.

 

 

Udostępnij: