Rozwój

Nowe życie – nowy blog

Pewnego lutowego wieczoru pomiędzy wysyłaniem oferty do klienta a nadzorowaniem pracy gościa wymieniającego cargo w kuchni poczułam, że nie wytrzymam już ani chwili dłużej z napisaniem pierwszego postu na mój nowy blog, który w momencie gdy to piszę nawet jeszcze fizycznie nie istnieje. Znaczy się, mam już nazwę, domenę, serwer, firmę która zająć się ma postawieniem go na nim i dopasowaniem szablonu (też go już mam). Mam przeczytane kilka książek o blogowaniu, stworzony specjalny zeszyt blogowy, całą listę pomysłów na wpisy i masę świetnych zdjęć w bazie. Gromadzę to wszystko od kilku miesięcy i za nic nie mogę się ogarnąć by ruszyć! I bloga fizycznie nadal nie ma. Zwalam winę na brak czasu, na niedoskonałość tego co posiadam, na niedostateczną ilość zgromadzonej wiedzy, materiałów i pomysłów. A prawda jest taka, że robię to, co u wielu osób odpowiada za brak sukcesów – wiele o tym co chcę robić myślę, wiele o tym mówię (do tych którzy już nawet nie bardzo chcą o tym słuchać) a za mało robię! Jasne, przygotowanie się jest ważne, ale realnie tak trudno ocenić jest, że ten właściwy moment już nadszedł, że… lepiej tego nie robić! I tak sobie myślę, że skoro udało mi się zastosować tą metodę przy wypracowaniu sobie regularnego chodzenia na siłownię to znaczy że ona jest dobra i skuteczna – nie kupowałam najpierw nowych sportowych ubrań, nowej empetrójki, torby i tak dalej – ja po prostu zaczęłam z tym, co miałam. I przyszedł czas na kupienie sobie nowych koszulek. I teraz dopiero cieszą mnie one naprawdę. Bo wiem, że są po coś, że naprawdę mi się przydają. Bo działam.

To nie jest mój pierwszy blog – przyznaję się bo nie wstydzę się tego, że z poprzednim mi nie wyszło. Popełniłam parę błędów ale też wtedy sporo się nauczyłam. 2016 był dla mnie rokiem przełomowym, zmienił się w sposób znaczący mój sposób myślenia, zmieniły się moje poglądy na życie i na rozwój, bardzo zmieniłam się ja. Dlatego nowy blog. Poprzedni nie pasuje już do mnie nazwą, bo cel został osiągnięty – poczułam, że znów żyję 🙂 Nie pasuje mi wiele z tamtych postów, choć część z nich chętnie w pewien sposób tutaj przeniosę – bo wcale się nie zdezaktualizowały, wręcz przeciwnie, poszerzę je o nowe spostrzeżenia. Na tamtym blogu sporo narzekałam – tak, była to jedna z moich głównych wad i potrzebowałam 28 lat życia by zrozumieć, że nie tędy droga. Ten sam pozostaje jedynie Instagram – tam działam na spokojnie już ponad 2 lata, traktuję to jako dokumentowanie pięknych chwil mojej codzienności.

Blogowanie to moje marzenie – i dopiero teraz mogę śmiało powiedzieć – moje i tylko moje marzenie (nie mojego męża, mamy, babci czy przyjaciółki). To ja tego chcę, to ja tego potrzebuję i coraz bardziej czuję, że ta potrzeba jest prawie tak silna jak potrzeba oddychania. Dłużej bez oddechu nie przetrwam, zresztą życie nie polega na samym trwaniu ale na rozwoju i działaniu by spełniać swoje marzenia. Dopóki oddychamy, nie jest za późno na ich spełnianie, na robienie tego co kochamy ale chwila która dzieje się teraz jest jedna i tylko ona jest odpowiednia by działać tak jak pragniemy. Każda w której tego nie robimy jest chwilą straconą, bo jeśli nie żyjemy swoimi marzeniami to czyje marzenia spełniamy? Komu oddajemy nasze lata życia, które przecież płyną nieubłaganie, czy tego chcemy czy nie. Do mnie już to dotarło – z całą swoją mocą i impetem – a dziś chcę to powiedzieć również Wam – nie czekajcie, działajcie, bo czas na Was (ani na mnie) nie poczeka….

Tym akcentem zapraszam Was na mój nowy blog, sami zobaczycie o czym będę tutaj pisać. Obiecać mogę jedno – będzie ciekawie, rozwojowo i mega pozytywnie 🙂

Udostępnij: