PsychologiaRozwój

5 przeszkód na drodze do skutecznej zmiany na lepsze

przeszkody na drodze do zmiany

Przez całe moje życie z czymś walczyłam, ciągle próbowałam coś zmienić. Osiągałam lepsze lub gorsze wyniki, ale bardo rzadko dokładnie takie jak bym chciała. Moja walka o lepsze jutro nigdy nie zakończyła się pełnym sukcesem, a zmiany nie były trwałe. Dlaczego tak się działo? Co mi przeszkadzało? Co mnie hamowało?

Podczas długiego spaceru drogą rozwoju osobistego odkryłam 5 czynników, które najbardziej przeszkadzały mi w przeprowadzeniu trwałej zmiany życia. Oto one:

Brak ściśle określonego i zapisanego planu

Kolejny raz postanowiłam sobie, że będę: codziennie brać określone suplementy, codziennie rano pić smoothie, gotować zdrowy obiad, pisać w pamiętniku, sprzątać kilka razy dziennie po 15 minut, czytać inspirujące książki i blogi. Wiele tego na raz, ale moim największym błędem (choć nadmiar zaplanowanych zmian również stwarza pewne problemy) tak naprawdę wcale nie była chęć wprowadzenia zbyt wielu zmian – było nim to, że nie zrobiłam listy czynności do wykonania i w natłoku codziennych obowiązków po prostu o większości z nich zapominałam. Posiadanie planu (zapisanego w miejscu, do którego często w ciągu dnia zaglądamy!) skutecznie chroni przed ulotnieniem się z naszej pamięci zaplanowanych działań. Z doświadczenia wiem, że dla utrwalenia nowych, zdrowych nawyków najlepszy jest plan, który ma formę check-listy (moja wisi nad biurkiem – w miejscu na które odruchowo często spoglądam). Kiedyś tworzyłam plany do zakreślania wykonanych zadań – sprawdzały się, ale za dużo było z nimi zachodu.

Odwracacze uwagi

Może do nich należeć tak bałagan, który nas otacza, jak i ciągłe przesiadywanie na facebooku czy namiętne oglądanie seriali. Każdy ma swoje własne „odwracacze uwagi”. Dopóki nie zmniejszymy ich wpływu na nasze życie, dopóty trudno nam będzie przeprowadzić skuteczną zmianę – z dwóch powodów: bo kradną nam one czas i… odwracają naszą uwagę od tego, co chcemy zmienić/zrobić ważnego.

Podświadomość

Jeśli jesteśmy napędzani strachem, jeśli podświadomie czegoś nie chcemy, jeśli coś nas naprawdę nie kręci – na 99% nie uda nam się tego zrealizować. Oczywiście będziemy próbować – zrobimy to raz, drugi, nawet trzeci – potem stracimy „parę” i będzie nam coraz trudniej trwać w postanowieniu. Kiedyś uparłam się, że będę chodzić na siłownię, poszłam raz, drugi, za trzecim już mi się nie chciało – ciągłe wymówki miały swój powód: ja naprawdę nie znoszę ćwiczyć w ten sposób, a nawet nie do końca ćwiczyć o ile chodzić tam, przebierać się, kąpać na siłowni ! W końcu stwierdziłam, że nie ma sensu się zmuszać, bo i tak nie wytrwam. Lepszym wyjściem było znalezienie sportu, który naprawdę polubiłam. Taka blokada jest świadoma i łatwo zauważymy, co jest nie tak. Dużo trudniejsze do ogarnięcia są te „nieuświadomione” podszepty naszej podświadomości. Przykład: od małego jem słodycze, kocham słodycze, często zatracam się w nich i bardzo trudno zerwać mi z tym nałogiem. Dlaczego? Bo dają mi poczucie bezpieczeństwa, błogości, chwilowo drastycznie poprawiają mi humor. Gdy próbuję je odstawić reakcja jest nagła: jest mi smutno, czuję, że czegoś mi brakuje, nie umiem tego braku niczym zastąpić, przestaję widzieć sens w zdrowym stylu życia i dbaniu o siebie. To moja podświadomość, przyzwyczajona do posiadania swojej „poduszki bezpieczeństwa” sprawia, że bardzo trudno mi zerwać z tym nałogiem. Przeforsowanie nowych kodów do podświadomości nie jest łatwe ani szybkie – ale na pewno jest możliwe. Najczęściej trzeba za pomocą świadomego umysłu i działania przekonywać ją przez dłuższy czas, że zmiana jest dobra – z czasem ugnie się i przyswoi nowe schematy.

Otoczenie

Chcę zmienić moją dietę na bezglutenową i bezcukrową a mój facet pożera pizze i czekolady jedną za drugą. Chcę znów zacząć jeździć na rolkach ale nikt znajomy tego nie robi, mąż nie ma czasu, to jak to tak, samemu? Chcę pisać posty na blog wieczorami, a ktoś mnie ciągle od tego odciąga: to mąż propozycją wyjścia czy obejrzenia filmu, to mama kolejnym telefonem.
Przez wiele lat żyłam w otoczeniu, które nie sprzyjało rozwojowi i było mocno stresogenne. Nie w taki sposób, że miałam nacisk na osiągnięcia – przeciwnie – gdy coś mi nie szło – mogłam zrezygnować kiedy chciałam i w zasadzie nie odczuwałam jakichkolwiek konsekwencji. W wielu sprawach byłam wyręczana i wstyd się przyznać – podobało mi się to. Wokół mnie wszyscy jedli słodycze – ja też to robiłam. Wokół mnie nikt nie uprawiał sportu – ja też nie. Zmiana otoczenia to jedno z lepszych rozwiązań, jeśli faktycznie czujemy się mocno przez nie ograniczani. Drugim jest częściowa zmiana otoczenia – poszukajmy znajomego, z którym będziemy ćwiczyć, koleżanki, z którą będziemy wymieniać się zdrowymi, sprawdzonymi przepisami. Ważne! Gdy ktoś proponuje nam coś, co może zaburzyć nasz plan mówmy: nie chcę, nie lubię zamiast nie mogę – są to słowa świadczące o naszych preferencjach i wyborach – wzmacniają one przekazywany komunikat i zwiększają jego skuteczność.

Wygoda

Znacie taki scenariusz? „Decyzja zapadła „od jutra wstaję o 6”! A rankiem: Dzwoni budzik: eee jeszcze 5 minut, drzemka, no to jeszcze dosłownie chwilunia i wstaję, drzemka znów się przedłuża. Chrrr… O Boże! Już 7… Znów się nie udało. No nic, zaczynam pracę. Ojej to już 14! Co by tu zjeść??? Tyle pracy jeszcze przede mną i jeszcze mam gotować?! Zamawiam pizzę, a co – w końcu za taką harówkę mi się należy!” Często nie udaje nam się wprowadzić w nasze życie zmian z powodu tego, że po prostu… nam się nie chce! Każda zmiana to pewien wysiłek, raz mniejszy, raz większy. Głupio się przyznać, ale ja nauczona byłam żyć wygodnie – rzadko kiedy musiałam się bardzo starać o cokolwiek – wszystko otrzymywałam bez większych problemów, mogłam oddawać się swoim ulubionym zajęciom, bo miałam mnóstwo wolnego czasu. Potęga warunkowania. Oczywiście nie ma innej metody, jak przełamywać swoje lenistwo i wygodnictwo – z czasem jest łatwiej, bo działanie staje się czymś naturalnym.

Ale kiedy już jest to “lepsze”?

Większość z nas myśli o wprowadzeniu w swoje życie pewnych zmian, zmian na tzw. lepsze, mijają jednak dni, miesiące lata, a nasze życie nadal nie wygląda tak jak byśmy chcieli. Ja znalazłam przyczyny swoich porażek – u mnie to te 5 przeszkód odpowiadało za ciągłe przegrywanie ale znając wroga dużo łatwiej było mi podjąć z nim skuteczną walkę. I teraz jest już całkiem nieźle – wciąż do przodu, ale wciąż nieidealnie – ale czy tak mogłoby kiedykolwiek być? Nawet jeśli, jak długo ten idealny stan utrzymałabym? Każdy z nas balansuje pomiędzy różnorodnymi obowiązkami, dziedzinami życia, pomiędzy którymi chce znaleźć równowagę – i dopóki nie stwierdzimy że dobrze to wystarczająco dobrze, dopóty będziemy mieć uczucie że wcale nie jest lepiej. Tak wiec warto by to nie zmiana na lepsze była naszym celem a zmiana na dobre – na dobre dla nas.

Udostępnij: