Zdrowie

CFS – Zespół Przewlekłego Zmęczenia – objawy

cfs zespol przewleklego zmeczenia objawy

Zmęczony bywa każdy. I to jest normalne – zwłaszcza po większym wysiłku fizycznym czy umysłowym. Nie będę ukrywać – nigdy nie był ze mnie okaz zdrowia. Jednak to rok 2011 dał początek chorobie, która zrobiła wielką wyrwę w moim życiu. Był to CFS – Zespół Przewlekłego Zmęczenia. U mnie wszystko zaczęło się po grypie, której najwyraźniej mój organizm nie pokonał tak jak powinien. CFS może zacząć się po infekcji, po szczepieniu, zatruciu toksynami – często ta choroba jest znakiem, że nastąpiło „załamanie” układu odpornościowego i z jakimś patogenem on sobie nie poradził – czy to wirusem, bakterią czy toksyną. Bardzo ważne jest, by odróżnić CFS od zwykłego zmęczenia, które da się złagodzić wypoczynkiem. Objawy tej choroby daleko wykraczają poza zmęczenie i sama nazwa jest bardzo myląca. Bo o Zespole Przewlekłego Zmęczenia, można mówić dopiero wtedy, gdy występuje większa część objawów.

Objawy charakterystyczne dla CFS

  • ciągle obecne zmęczenie o różnym stopniu nasilenia
  • problemy ze snem: bezsenność, która występuje mimo zmęczenia, nadmierna senność, przerywany sen, brak poczucia, że sen daje wypoczynek i regeneruje siły
  • rozdrażnienie, niepokój, nerwowość, brak odporności na stres
  • nastroje depresyjne, które są jednak w przypadku tej choroby w większości przypadków łagodne, momenty „załamania”
  • szybko narastające zmęczenie, przy wykonywaniu czynności fizycznych lub umysłowych
  • trudności w powrocie do wcześniejszej formy po okresach wzmożonego stresu, pracy, wysiłku fizycznego
  • mgła mózgowa, w postaci problemów z pamięcią, koncentracją, logicznym myśleniem, przypominaniem sobie bliższej i dalszej przeszłości
  • utrata wyobraźni i kreatywności, poczucie „odrealnienia”, spłycenie uczuciowe (dotyczy bardziej odczuwania emocji, nie ich braku)
  • problemy neurologiczne, w postaci bólów głowy, zawrotów głowy, zaburzeń widzenia
  • problemy z dłuższym utrzymywaniem postawy pionowej – nasilanie się wówczas osłabienia, mgły mózgowej, zawrotów głowy, mdłości – mogą zdarzać się zasłabnięcia
  • ciągłe odczucie trwania w stanie jakby niedoleczonej grypy, rozbicie, bóle mięśni i stawów, tkliwość węzłów chłonnych, bóle gardła, wyciek z nosa lub jego zatkanie
  • problemy trawienne w postaci zaparć, biegunek lub ich naprzemienne występowanie, nadmierna ilość gazów, wzdęcia, bóle żołądka
  • palpitacje serca, przyspieszenie akcji serca (tachykardia) zwłaszcza w pozycji stojącej, bóle w okolicy serca

PEM – cecha charakterystyczna CFS

Objawy w ogromnym stopniu zależą od stopnia nasilenia choroby. Niektóre z nich są obecne ciągle, niektóre przemijają na jakiś czas, by potem znów powrócić. Charakterystyczne dla CFS jest to, że objawy nasilają się zawsze po nadmiernym, nieadekwatnym do zasobów energii jakie ma nasz organizm wysiłku fizycznym albo umysłowym. Jest to tzw. niemoc powysiłkowa (tzw. post exertional malaise – PEM), która trwa tym dłużej, im bardziej nasilona choroba. PEM odczuwa się jako pogorszenie stanu organizmu – tymczasowe bądź trwałe. Zależnie od tego, czy organizm będzie w stanie zregenerować się i wrócić do wcześniejszego poziomu funkcjonowania czy też nie. Ja nazywałam ją zawsze „kryzysem” – ta nazwa naprawdę pasowała do tego, co działo się w moim organizmie w tamtym czasie.

CFS silnie związany jest z układem odpornościowym , który walcząc codziennie z wieloma patogenami po drodze czegoś „nie ogarnął”. Poprzez coś mam na myśli wirus, bakterię, toksynę. Jest to jakiś czynnik, który w organizmie ciągle jest aktywny, a którego z jakiegoś powodu układ odpornościowy nie jest w stanie się pozbyć.

Moje zmagania z CFS

Początki choroby

W najgorszym okresie choroby (od lutego 2011 do marca 2014) miałam większość z wyżej wymienionych objawów. Na samym początku były mniej nasilone – wzmagały się z czasem. Najgorzej czułam się jesienią i zimą 2013 roku – nie wiedziałam czy uda mi się przeżyć – było bardzo źle). Cudem skończyłam wtedy studia. Resztki sił poświęcałam na szukanie pomocy – lekarze, leżenie w szpitalu, badania, leki, suplementy. Jedyne co pomagało mi szybciej wychodzić z „kryzysów” (które „zasługują” na osobny post) to dużo odpoczynku, snu i D-rybozy. D-ryboza jako jeden z nielicznych środków pomagała – choć tylko doraźnie. Wszystko pogarszał fakt, że moi najbliżsi nie mieli pojęcia co się ze mną dzieje – tłumaczyłam im, ale nie mogli uwierzyć w to, że tak młoda osoba (zachorowałam gdy miałam 22 lata), która dodatkowo ma większość badań zupełnie w normie – może być tak chora. Wszyscy – w tym lekarze myśleli, że to problemy psychologiczne – depresja, nerwica itp. Nikt nie umiał mi pomóc. Całe góry suplementów i leków niewiele pomagały – w końcu doszłam do wniosku, że truję się nimi jeszcze bardziej i odstawiłam je końcem 2013.

Nadzieja i skuteczne leczenie

Nie jestem pewna, czy poczułam się lepiej po odstawieniu tej góry chemii. Wiem jedno – w marcu 2014 podjęłam decyzję o leczeniu się naltreksonem. I to był CUD! Już w ciągu pierwszego miesiąca poczułam efekt w postaci przypływu sił i spadku ilości „kryzysów”. I ten efekt trwa do dziś (choć jest trochę zniwelowany ciążą i tym, że naltreksonu już od dłuższego czasu nie biorę – teraz jednak powoli do niego wracam) – mogę pracować, trenować, cieszyć się życiem. Naltrekson nie pomógł mi na kilka z objawów CFS – min. mgłę mózgową, która do dziś w jakimś stopniu mi doskwiera. Dał mi on jednak ogromną szansę – szansę na powrót do pełniejszego zdrowia.

Walka z CFS – walka o siebie

CFS to bardzo trudna choroba. Zarówno z powodu tego, że w badaniach nic nie widać, jak i faktu, że lekarze nie wierzą w twoje objawy. Z czasem przestają ci wierzyć bliscy i to jest totalnie dołujące. Nie dość że sił jest bardzo mało, to dodatkowo trzeba zmagać się z tym, że jest się w tej chorobie pozostawionym praktycznie samemu sobie. Trafić na lekarza który chce wypróbować jakiekolwiek nowatorskie metody leczenia to cud. Nie twierdzę że terapia LDN (o której więcej piszę tutaj) to lek na każdy przypadek CFS – to swojego rodzaju “umbrella term” (termin pod którym mieści się spektrum różnych przyczyn choroby i samych chorób). W typowej postaci choroby ma jednak duże szanse pomóc. Więcej o tej terapii pisałam w poście do którego link podałam powyżej. CFS da się pokonać, choć nie jestem przekonana że raz na zawsze. W organizmie pozostają ślady i te ślady sprawiają, że choroba może się odnowić. CFS to ciągła walka- walka o siebie, ale w wielu przypadkach walka którą można wygrać – jestem tego najlepszym przykładem.

Udostępnij: