PsychologiaRozwój

Dlaczego czuję się źle ze sobą?

dlaczego czuje sie zle ze soba

Wczoraj do myślenia dał mi pewien post z Instagramu. O tym czy Polacy lubią swój wygląd czy nie. Podobno większość z nas lubi siebie i akceptuje to jak wygląda… Cóż, mnie naszło na ogólne i szersze przemyślenia – o tym dlaczego czuję się źle sama ze sobą. Doszłam do kilku wniosków, których spora część jest związana z wyglądem i moim niezadowoleniem z niego. Są też inne przyczyny i je też tutaj wpisuję. Mimo ciąży i przyszłych nowych obowiązków czas na zmiany – bo 30tka za mną, a nie jest dobrze! A już na pewno nie tak dobrze jak bym chciała.

Czemu czuję się tak źle sama ze sobą?

Bo jestem za gruba

Zdecydowanie za gruba! Teraz będąc w ciąży odczuwam to jeszcze dobitniej bo zaczynając z wagą 73kg doszłam do wagi 84kg (w prawie) 7 miesiącu ciąży. Dużo ważyłam wcześniej ale teraz ważę już bardzo dużo i jest mi coraz ciężej. Sama sobie na to zapracowałam, nie wytłumaczę tego “chorobą” czy puchnięciem – po prostu jem za dużo.

Bo mam nieładne zęby

Niestety dwa nieudane leczenia ortodontyczne zrobiły spustoszenie w mojej buzi. Zęby niby mam zdrowe bo leczyłam je regularnie ale co z tego skoro ortodonta pokrzywił mi je już maksymalnie i cały dół mam dosłownie: rozjechany. Będę go pozywać bo do niedawna noszony aparat zdjęła mi inna ortodontka, która wręcz doradziła bym to zrobiła bo “jest gorzej niż przed”. Nie mam teraz na to sił ani ochoty, wręcz unikam myślenia o tym. Ale co dalej z zębami? Nie wiem – kolejne “leczenie” wpędziłoby mnie w depresję, więc nic nie ruszam i pozostają mi chyba licówki albo w najgorszym razie implanty… W każdym bądź razie ładnych zębów nie mam i nie zanosi się póki co bym miała mieć.

Bo nie podoba mi się mój nos

On jest brzydki choć jak się okazuje nie według pewnego (podobno bardzo dobrego – dr Zawisz z Krk!) chirurga plastycznego, który powiedział mi że nosa mi nie zoperuje bo cytuję jest “prawidłowy i na pewno nie brzydki”. Ręce mi opadły bo o zmianie kształtu nosa marzyłam od szesnastego roku życia, uzbierałam na nią kasę, nastawiłam się psychicznie i w maju tego roku byłam w tej sprawie na konsultacji. Cóż, powiedział że z nosem po operacji raczej nie byłoby lepiej i on mi może ją zrobić tylko na moją odpowiedzialność bo według niego nos jest ok. A powikłania mogłyby wystąpić i on by za nie nie odpowiadał bo robił by operację bez wskazań. Czy podpisałabym zgodę na coś takiego? Nie ma szans! I innego nosa raczej mieć nie będę.

Bo nie mam (i nigdy nie miałam) ładnych włosów

Wszystko z powodu pewnego okropnego nawyku! Od dawna jednym z moich sposobów na stres jest bawienie się włosami, ciągle przeczesywanie ich i wyrywanie! Jest to zaburzenie – nazywa się trichotillomania. Na szczęście nigdy nie miałam głupich pomysłów by robić coś paskudnego z tymi włosami – po prostu je wyrzucam. Zaburzenie to niby jest wyleczalne, trochę zajmowałam się tym z moją terapeutką kiedy chodziłam na terapię. Terapia była prowadzona z innego powodu i jest już zakończona ale jeśli chodzi o te nieszczęsne włosy mam lepsze i gorsze okresy. Nigdy jednak aż tak dobre by kondycja moich włosów znacząco się poprawiła.

Bo nie mam zawodu ani pewnej pracy

Umiem dużo różnych rzeczy – zajmowałam się już pisaniem umów, tworzeniem ofert, ofertowaniem, stawianiem stron internetowych, grafiką i projektowaniem, prowadzeniem social mediów, fakturowaniem, fundraisingiem i kilkoma innymi rzeczami. Bardzo szybko się uczę bo ciągle muszę robić nowe rzeczy, jestem dokładna i dobrze znam angielski. To mi bardzo pomaga w pracy i niweluje mój lęk przed nieporadzeniem sobie. Nie mam jednak jako tako zawodu i stałej pracy. To mi doskwiera bo ciągła niepewność jest trochę dołująca – może być bardzo dobrze ale też bardzo źle. I tak samo ma mój mąż. Robi mnóstwo rzeczy, niby dużo umie ale nie robi rzeczy pewnych i dających trwałe i stabilne przychody. Choć muszę przyznać że on ma to coś co sprawia że potrafi sprzedawać niesamowicie skutecznie i pewnie znalazł by inną pracę w razie czego bo umiał by “się sprzedać”.

Bo nie dbam o swoje zdrowie tak jak bym chciała

Lubię słodycze, pizzę, kawę. Nie lubię siłowni i pocenia się przy ćwiczeniach. Słabo śpię. Dużo się denerwuję i choć mniej niż dawniej to sporo się też zamartwiam. Słabo, a dobrze wiem że z czasem może mnie to wpędzić w jakąś poważną chorobę. I co wtedy? Zwłaszcza teraz kiedy będę mieć malutkie dziecko i będę za nie odpowiedzialna? Przydałoby się być bardziej odpowiedzialną za siebie. To, że nigdy nie piłam ani nie paliłam to trochę za mało by być zdrową…

Bo mam zagracone życie

Raczej rzeczami dobrej jakości ale jednak. Chcę kupować jeszcze mniej ale wiem że niedługo znów dojdzie spora ilość rzeczy – tym razem nie dla mnie, a dla Maluszka. Może kupowanie dla Niego ograniczy trochę moje zapędy w zakupie kosmetyków, ubrań i dodatków dla mnie? I tak one nie dodają mi za wielu punktów do wyglądu przez powyższe (nadwaga, zęby…).

Bo nie mam dobrych stosunków z rodziną

Ani z rodziną męża. Jak my nie zadbamy, nie przyjedziemy, nie kupimy to oni tym bardziej nie. Nie chcę za wiele o tym pisać ale ostatnimi czasy źle to wygląda i z większością osób skopały się nam stosunki bo już nie dbamy o nie tak jak dawniej, nie dajemy się wykorzystywać, nie stawiamy ich na pierwszym miejscu. Cóż, czas ułożyć nasze życie na nowo – na naszych warunkach. Z nimi lub bez nich.

Bo ludzie myślą że mam zajebistą sytuację życiową

A nie widzą że na Instagramie czy blogu nie pokazuję w większości (bo i tak na blogu dość często piszę o problemach) brzydkich rzeczy. Tylko ten lepszy wycinek i tą lepszą część życia. Po co mam żyć tą gorszą i ciągle sobie o niej przypominać?! I ludzie myśląc tak traktują mnie gorzej. Bo mi się “w dupie przewraca” skoro jeszcze na coś narzekam. Wiem, że z tymi osobami nie powinnam utrzymywać kontaktu ale zerwanie kontaktów nigdy nie jest proste. To że coś kupuję, dokądś wyjeżdżam, urządzam mieszkanie nie oznacza że nie martwię się o kasę i mam jej jak lodu. Nikt nie wie ile z tego jest na kredyt a ile nie. I nie będzie wiedział, bo tymi rzeczami się nie dzielę. Życie jednak wygląda różowo z wierzchu, a każdy wybiera czy chce całe życie oszczędzać i się nie martwić czy wydaje bo ma podejście “jedno mam życie”. Ja nikogo nie osądzam i nie chciałabym by ktoś osądzał mnie – pobożne życzenie…

Do porodu zostało około trzy miesiące więc czas na zmiany. Na pewno będę je wprowadzać i później, w nowej rzeczywistości już z Maluszkiem. Ten czas jednak jest tak dobry jak każdy inny. Do poprawy jak widać mam sporo, ale mimo wszystko cieszę się, że mogę to robić – bo nie mam depresji, bo mi się chce, bo mam jakieś siły na to z powodu tego, że jakoś wyszłam z CFS’u. Umiem doceniać to co mam, nieważne czy są to duże rzeczy czy małe – bardzo mi to pomaga. Takie podsumowanie też pomoże mi się “ogarnąć” bo już nie raz przekonałam się, że zapisanie czegoś zwiększa szansę na realizację tego. Tak więc do dzieła i do przodu!

Udostępnij: