LifestyleZdrowie

Dlaczego nie śpię z mężem?

kiedy warto spac osobno

Jak ważny jest w życiu każdego z nas sen podkreślać nie trzeba. Niby każdy z nas to wie ale sami przyznajcie czy nie zarywacie czasem nocy na pracę, oglądanie filmów, czytanie albo imprezowanie? Ja też tak robiłam, a czasem mimo bycia w ciąży nadal mi się to zdarza. Nie lubię spać i sen nigdy nie był moim głównym priorytetem i czasami jego niedobór solidnie dawał mi w kość. Spanie z pochrapującym głośno mężem też nigdy mi nie służyło i mimo, że czasem śpimy razem to po kolejnej słabo przespanej nocy najczęściej wracamy do sprawdzonego rozwiązania które okazało się być dla nas lepsze – oddzielnych sypialni! Tak naprawdę od dawna śpimy osobno, jedynie wakacje i kilka nocy w miesiącu spędzamy w jednym łóżku.

To, że śpimy osobno zaskakuje, a nawet szokuje osoby, które o tym wiedzą (np. naszych przyjaciół), więc może warto bym przedstawiła sprawę z punktu widzenia osób, które poszły w tym kierunku totalnie „pod prąd”.

Zacznijmy więc od pytania:

Dlaczego właściwie nie śpimy razem?

Szczerze? W naszych motywach nie ma większej filozofii – inicjatywa wyszła już w początkach naszego związku ode mnie – przez moje problemy z bezsennością nie wyobrażałam sobie, bym kiedykolwiek mogła męczyć się (bo dla mnie przerywany sen to istna męczarnia) z drugą osobą u boku – w nocy, gdy chcę i muszę odpoczywać. Pamiętam, że mój mąż początkowo nastawiony był do tego pomysłu sceptycznie – nawet parę razy pokłóciliśmy się z tego powodu. Wcale nie o samo spanie, a o moje zarzekanie się, że NIGDY nie będę z nim spać (w sensie tak codziennie). Mówił „jeszcze zobaczymy”. Przyszła praktyka i co się okazało? Szok! – ten układ bardzo mu się spodobał – przyzwyczaił się, że ma całe łóżko i całą kołdrę (a od czterech lat i cały pokój) tylko i wyłącznie dla siebie. A teraz kiedy już zdarzy nam się spać razem, męczę się nie tylko ja ale i on bo budzę go kiedy chrapie.

Zwolennicy jednego łóżka twierdzą, że osobne spanie oddala partnerów od siebie i psuje związek. Akurat jeśli chodzi o nas, nie tylko niczego to w naszym związku nie psuje, a wręcz pomaga nam lepiej wspólnie funkcjonować. Przytulamy się wtedy, gdy tego chcemy i potrzebujemy – nie z powodu wieczorno-nocnego „przymusu”. Mało tego – nasz związek psuje właśnie wspólne spanie i nasze niewysypianie się, bo wtedy niesamowicie się kłócimy. Że cieplej? A od czego są kołdry i ogrzewanie? On woli cieńszą, ja mam grubszą – nie jest nam zbyt gorąco ani zbyt zimno. Największa zaleta osobnych łóżek? Nie wybudzamy się niepotrzebnie z głębokich faz snu – bo sobie nie przeszkadzamy! Ja nie chrapię, Jemu się zdarza (i to często) – nie muszę tego słuchać – a kiedy jednak razem śpimy jest to istotna przyczyna moich wybudzeń. No i mamy pełną dowolność jeśli chodzi o godziny chodzenia spać i wstawania (choć akurat dla mnie zbyt dobre to nie jest bo zbyt często siedziałam i czasem nadal siedzę po nocach).

Co myślę o wspólnym spaniu?

Jeszcze kilka lat temu moja opinia na temat wspólnego spania była taka:

“Tak się zastanawiam, po co mi czy jemu drugi człowiek w łóżku? Sprawdziłam – nic nam to nie daje, tylko przez niewysypianie się bardziej się kłócimy. Wiele osób tego nie lubi (choć kto się do tego przyzna?) ale zmuszają się, godzą na to w imię miłości. Robią tak, bo „od dziada pradziada” każdy tak robił. Wtf? Jakie „w imię miłości”? W miłości pewna doza autonomii i zdrowie są potrzebne bardziej niż cokolwiek innego! A niewysypianie się (chroniczne) zdrowiu na pewno nie służy. Naukowcy nie raz już badali ten temat i jakie wnioski wysnuli? W grupie osób, które dzielą łoże małżeńskie zdarza się więcej rozwodów – przypadek…? Nie sądzę.”

O ile w 90% wciąż się z tą moją opinią zgadzam, o tyle jednak teraz trochę swoje stanowisko w tej sprawie złagodziłam i myślę że wspólne spanie jednak coś dobrego daje. Może zbliżać ale tylko pod warunkiem że spełnione są warunki, takie jak wystarczająco szerokie łóżko by sobie nie przeszkadzać i żadne z nas nie chrapie na tyle głośno by przeszkadzać drugiemu. U mnie niestety wspólne spanie nie sprawdza się z powodu trochę za wąskiego póki co łóżka (160cm to dla takich dużych ludzi jak my o 10-20cm za mało) i tego że mój mąż jak już chrapie, to chrapie bardzo głośno. Przykro mi z tego powodu ale z drugiej strony nie jest to dla mnie powód by się załamywać bo na szczęście mamy opcję oddzielnego spania. Mamy więc oddzielne sypialnie ale myślę że jeśli jemu będzie naprawdę zależeć na wspólnym spaniu zrobi coś na poważnie z tych chrapaniem (ale póki co nie robi z nim nic więc dobrze mu tak jak jest), a większe łóżko też możemy kupić. Na ten moment więcej korzyści mamy ze spania osobno i tego się trzymamy. Dla zdrowia i dla wspólnego i każdego z osobna szczęścia. Być może za jakiś czas to zmienimy? Czas pokaże ale już nie mówię takiej opcji nie.

Jak to jest u Was? Śpicie razem czy osobno? Kiedy czujecie się lepiej wyspani i szczęśliwsi?

Udostępnij: