Macierzyństwo

Moja droga do karmienia piersią

moja droga do karmienia

Moje marzenia o karmieniu piersią zaczęły się kilka lat temu kiedy nawet nie myślałam o posiadaniu dziecka tak na serio. Zaczęły się od pewnego snu… W tym śnie miałam i karmiłam swoje dzieciątko i bardzo intensywnie odczuwałam w nim niesamowite emocje związane z posiadaniem dziecka, karmieniem go, byciem blisko niego. To był tylko sen ale to on zaszczepił we mnie myśl, że jeśli kiedykolwiek będę mieć dziecko to na pewno będę karmić je piersią! Teraz Maluszka mam i faktycznie karmię ale okazało się, że to nie taka prosta droga jak wcześniej myślałam. Do momentu w którym teraz jestem czyli dwóch miesięcy karmienia tylko moim mlekiem trochę na tej drodze wspólnie z moim Malcem przeszliśmy. Dziś opowiem Wam więc jak wyglądała nasza droga do karmienia piersią.

Początki karmienia piersią

Sebastian i ja na samym starcie trochę nie mogliśmy się dogadać. On nie chciał ssać, ja po CC początkowo nie miałam pokarmu, a raczej miałam ale nie chciał płynąć, a że Mały nie chciał ssać to było nie za ciekawie. Przez pierwszą dobę po porodzie usilnie przystawiałam Malca do piersi, a że w moim szpitalu doardczynie laktacyjne śmigały w tę i we wtę, zwłaszcza na początku, wysłuchałam mnóstwa ich porad. W pierwszy dzień Sebek dostał więc bardzo mało pokarmu – mojego mleka wcale bo nasze wspólne wysiłki były totalnie nieskuteczne i skończyło się na butelce z mlekiem modyfikowanym. W kolejny dzień były już same butelki z MM, ale podawane za pomocą butelki Medela Calma na której używanie się uparłam bo podobno nie zaburza ona odruchu ssania. Mój mąż w ten dzień chodził co chwilę wyparzać butelkę i smoczek i tak karmiliśmy się MM jednocześnie przed karmieniem męcząc Malca przystawiając go do piersi. Poza efektem spoconej myszki nic z tego nie wyszło. Kolejny dzień był przełomowy – po wypiciu saszetki Femaltikera coś się odblokowało i obudziłam się w mokrej koszuli – pojawił się pokarm! Wcześniejsze dwa dni solidnie mnie załamały, płakałam że nie mam mleka, że nie mogę karmić Malca w najlepszy sposób, jaka ze mnie matka itd. – przeżyłam solidną załamkę. Moja radość była więc bezbrzeżna kiedy zrozumiałam że pokarm mam! Mimo to, po przystawieniu Malca okazało się, że On ssać nadal nie chce… Zaczęłam więc z własnej woli odciągać pokarm laktatorem – mimo iż doradczynie doradzały wciąż Sebka przystawiać.

Współpraca z laktatorem czyli KPI (karmienie piersią inaczej)

Laktator miałam kupiony już wcześniej, liczyłam raczej na to, że przyda mi się w czasie kiedy będę chciała wrócić do pracy i Mały będzie wtedy karmiony częściowo z butelki. Cóż, okazało się, że laktator przydał się dużo wcześniej i dziś mogę śmiało powiedzieć, że to dzięki decyzji o jego użyciu od razu po pojawieniu sie pokarmu dziś skutecznie karmię Sebastiana tylko i wyłącznie piersią. W szpitalu spędziłam łącznie 11 dni i tylko ja wiem tak naprawdę jak bardzo pobyt tam mnie wyczerpał – patologia ciąży, indukcja porodu, nagłe CC, żółtaczka Malca i fototerapia, ciągłe, nieduane próby przystawiania do piersi, niskie płytki krwi Malucha, fakt że mało co spałam, bo w szpitalu ciągle coś się działo, a ja nie należę do osób śpiących dobrze w każdych warunkach.. . Ogólnie rzecz biorąc, bieganie z laktatorem i wyparzanie go było niesamowicie męczące ale bardzo dodawało mi skrzydeł bo wiedziałam, że dzięki temu daję Sebkowi najlepszy pokarm z możliwych. Kiedy wróciliśmy do domu i trochę odpoczęłam, kontynuowałam próby przystawiania Malca do piersi jednoczesnie cały czas odciągając pokarm. Mleka miałam i mam do dziś dużo, bo ściągałam ponad 1l dziennie prawie od początku, a Sebek zjadał około połowę z tego. Cała zamrażarka zawalona jest więc mrożonym mlekiem, a nuż się przyda? Tak karmiliśmy się jakieś dwa tygodnie, kupiłam wszystkie akcesoria łącznie z gorsetem do odciągania bo zaczęłam tracić nadzieję, że Mały będzie chciał pić bezpośrednio z piersi. Po 2 tygodniach nastapił jednak przełom…

Realia karmienia piersią – pierwsze dwa miesiące

Czy to zbieg okoliczności czy nie, okazało się, że Sebek dokładnie z dniu przwidywanego terminu porodu tj. 40tc zaczął zajadać z piersi! Sam z siebie, żadych zmian nie wprowadziłam, a okazało się, że w dniu kiedy powinien był się pojawić na świecie powiedział tak cyckowi 😀 Od tego czasu karmimy się tylko w taki sposób. Do 6 tygodnia totalnie nie mieliśmy dogranych ani czasu ani godzin posiłków – totalne karmienie na żądanie, które ja nazywam karmieniem bez trzymanki. Od kiedy jednak w 5 tygodniu Sebek zaczął wisieć na cycku ciągle, zaczęło się znaczne ulewanie, pojawiły się też kilka razy wymioty nadtrawionym mlekiem i powoli przeszłam na inny system. Ciagle jadł, ulewał, dużo płakał – myślę, że bolał Go brzuszek. Od 6 tygodnia karmię więc Malca w głównej mierze według harmonogramu – co 3 godziny lub kiedy się obudzi na karmienie. Sprawdza się to bardzo dobrze, Maluszek mniej ulewa, a wymioty już się nie powtórzyły. Co do płaczu, nadal jest go sporo ale przyczyną nie jest głód bo to sprawdzam przystawiając Sebka do piersi – nie chce więcej jeść.

“Nie miałam mleka”

Wiem że mnóstwo kobiet tak twierdzi karmiąc swoje dzieci mm. To najczęściej nieprawda – można by powiedzieć że “nie zapracowałam na mleko”. Gdyby nie ciężkie tyranie z laktatorem na pewno teraz bym nie karmiła bo słabo ssące dziecko laktacji by mi nie podtrzymało. Jestem wdzięczna sobie bo sama podjęłam tę decyzję, nie próbowałam tylko przystawiania – to miało szanse wypalić ale wcale nie musiało zadziałać od razu. Dodałam więc laktator i odpowiednią butelkę. Wspierał mnie mąż bo jemu na szczęście też zależało bym karmiła Sebka piersią. Nie wierzę w braki mleka – w brak samozaparcia do jego wypracowania i w brak wsparcia tak. Warto jednak walczyć bo najczęściej się da! W obecnych czasach jest tak dużo możliwości – nakładki formujące na płaskie brodawki, lanolina na podrażnienia, poduszki ułatwiające karmienie – większość problemów z laktacją da się rozwiązać. Tak jak ze wszystkim – trzeba chcieć!

Udostępnij: