Rozwój

Moje “żale”. Co zrobić ze złymi decyzjami i trudnymi rzeczami w życiu?

moje zale jak zaakceptowac zle decyzje i trudne rzeczy w zyciu

W moim życiu nadszedł czas na pewne ważne podsumowanie. Czuję, że bez niego nie ruszę do przodu. Chodzi o rozprawienie się z moimi “żalami” . O poradzenie sobie z nimi. Zaakceptowanie ich. Znalezienie pomysłów na ulepszenie i zmianę tego co mogę zmienić. I wyciągnięciu wniosków z tego, czego zmienić nie mogę.

Moje “żale” to:

Żal, że nie mam “lepszej” rodziny

Tak – dokładnie o to chodzi. Chodzi o rodzinę zarówno po mojej stronie jak i po stronie mojego męża. Nasze rodziny i nasze z nimi relacje są co najmniej skomplikowane. Moi rodzice ciągle komentujący, docinający, “zazdrośni” o wszystko (bo “oni nie mieli”, bo “za ich czasów nie było”, bo “im nikt nie pomógł”). Uważający, że oni lepiej ułożyliby życie będąc na naszym miejscu, że oni lepiej by rozdysponowali nasze pieniądze (“trzeba było kupić jedno większe mieszkanie, a nie dwa małe”). Rodzice, którzy dali mojemu bratu pieniądze na zakup działek, mimo że przez dłuuugi czas obiecywali, że pomogą też mnie (a ja decyzje mieszkaniowe na tym głupio oparłam i niezbyt dobrze na tym z moją rodziną wyszłam). Z drugiej strony tylko jeden rodzic, schorowany, bez jakichkolwiek możliwości chociażby zostania przez chwilę z wnukiem. Wujkowie i ciotki? Rzucający co rusz hasła typu “nie udawajcie że macie pieniądze”, “ale wy nie macie domu – macie tylko mieszkanie”, “moja garderoba jest większa niż wasze mieszkanie”. Nie interesujący się naszym synkiem wcale – nie przyjeżdżający nawet na Mikołaja czy w Dzień Dziecka. Jedyna osoba, która pomagała to moja mama ale i ona przyjeżdżała raz-dwa razy w tygodniu na parę godzin, więc o stałej i systematycznej pomocy nie mogłam tutaj mówić. Doszło do tego, że Święta spędzamy bez mojej rodziny bo naszego zaproszenia nie przyjęli, a my do nich nie pojechaliśmy. Bolesny temat. I duży żal.

Żal, że sprzedałam duże mieszkanie i teraz mieszkam z mężem i synkiem w dużo mniejszym

91 metrów to było o 34 metry więcej niż obecne 57. Była duża kuchnia z salonem, trzy sypialnie, dwie łazienki, dwa miejsca parkingowe, 11 piętro, panoramiczny widok na miasto. Nasze pierwsze kupione mieszkanie. Jasne że w sporej części na kredyt – w końcu pracujemy z mężem na wszystko w 100% sami. Sprzedane. Z kilku powodów, choć teraz łatwiej to tłumaczyć zyskiem ze sprzedaży i złą z perspektywy miejsca pracy lokalizacją. Prawda leży pośrodku – duże mieszkanie to też duże koszty, zarówno wykończenia, kredytu jak i późniejszego utrzymania. Decyzja o zakupie nie była jednak wzięta z kosmosu, a oparta była na obietnicach pomocy. Kiedy już przyszło co do czego, nikt jednak nie zaoferował nam jakiekolwiek pomocy, a wtedy po prostu brakło nam kasy na wykończenie. To plus dobry kupiec i była to wówczas jedyna słuszna decyzja. Żal jednak pozostał i utrzymuje się do dziś.

Żal, że nie rozwijałam bardziej moich umiejętności

Kodowania i grafiki powinnam się była już od dawna uczyć codziennie – to znacząco podniosłoby mój poziom w tych dziedzinach. Cóż, zasada zrobione jest lepsze od doskonałego również nie wyszła mi na dobre, bo zrobione może i było ale czy tak jak chciałam? Kiedy patrzę na to teraz, oceniam że nie. Powinnam była robić kursy, studia kiedy był ma to czas. Teraz mam małe dziecko i milion obowiązków. I zero pomocy, więc teraz bardzo trudno jest mi jakoś znacząco zwiększyć te umiejętności. Żałuję, bo straciłam sporo czasu.

Żal, że moją sytuację zawodową oparłam na kruchych fundamentach

Własna działalność to trudny kawałek chleba. Czasem jest dobrze, czasem bywa gorzej lub bardzo źle ale właściwe zarządzanie i żonglowanie wszystkim to jedna z kluczowych umiejętności. Mi jej zabrakło. Zabrakło mi też planu b. Wiem, mówi się, że już posiadanie planu b to proszenie się o porażkę. Może tak, może nie – na pewno do planów b można zaliczyć dywersyfikację oferty, budowanie portfolio, rozwój umiejętności – tak, by w razie “w” mieć co pokazać i nie zostać z ręką w nocniku. Żałuję, bo teraz będę musiała wiele budować od podstaw.

Żal, że do dziś nie mam lepszej figury

Zajadanie stresu, dodawanie sobie energii słodyczami w chwilach zmęczenia, poczucie niezasługiwania na lepsze (nie dziwne, skoro byłam wychowywana w rodzinie z problemem alkoholizmu, w atmosferze psychicznego nękania). Wygoda. Brak gotowości na konsekwencje posiadania dobrej figury. I efekt jest taki, że mam na sobie o kilkanaście kilogramów więcej, niż bym chciała. A odchudzanie i tak mnie nie ominie – bo w głębi serca wiem, że nie chcę żyć z nadwagą. Żałuję, bo czasu nie odzyskam, a skutki zaniedbania muszę teraz odwracać.

Żal, że nie zoperowałam nosa

Chciałam to zrobić już od 16go roku życia. Rodzice uważali to jednak za fanaberię. Pieniądze na to odłożyłam dopiero przed 30tką. Wtedy też skonsultowałam się z chirurgiem. Niestety stwierdził, że mam prawidłowy nos i on lepszego efektu nie uzyska, a operację bez wskazań przeprowadzałby na moje ryzyko. Chwilę potem zaszłam w ciążę i moje marzenie o operacji stało się jeszcze bardziej odległe. Mogłam zrobić to wcześniej, znaleźć chirurga który by miał inne zdanie. Żałuję, bo nieładny nos psuje mi twarz ale nie na tyle, by teraz podejmować ryzyko operacji.

STOP !!! Choć mogłabym jeszcze wymieniać i wymieniać!

Wiem, że żałuję zarówno zrobienia pewnych rzeczy jak i niezrobienia niektórych. Żałuję rzeczy na które mam wpływ i tych na które nie mam żadnego. Z czego wynikają moje żale?

Z błędnych decyzji

A raczej z uważania podjętych decyzji za błędne – to można ocenić jedynie z perspektywy czasu. Niektóre decyzje oparłam na tym, co ktoś mi obiecał, a potem tego nie spełnił. Niektóre zmniejszały koszty na dany moment – a w dłuższej perspektywie okazało się to błędnym podejściem. Niektóre decyzje podyktowane były wygodą, niektóre lenistwem.

Z porównywania się

Ze znajomymi – bo oni mają “lepsze” rodziny, bo im rodzice pomogli w zakupie mieszkania/budowie domu, pomagają im przy dzieciach. Z ludźmi z Internetu i oglądania ich “lepszego” życia.

Z inflacji stylu życia

Bo próbując tłumić żal, zagłuszać ból, podnosiłam sztucznie swój poziom życia próbując sobie udowodnić, że mogę mieć to czy tamto. Że mogę żyć na wyższym poziomie.

Z oczekiwań

Posiadanie oczekiwań ZAWSZE kończy się dla mnie źle. Wiem, że ludzie nie są po to, by je spełniać – nawet mój mąż. Wzięło się to u mnie stąd, że to ode mnie zawsze oczekiwano, a ja starałam się te oczekiwania spełniać. Do dziś się z tego całkiem nie wyleczyłam.

Z posiadania złudzeń

Czemu tak długo łudziłam się, że mój ojciec kiedykolwiek przyzna rację, że jego alkoholizm był przyczyną mojej depresji? Że mnie przeprosi. Nie stało się to do dziś i nie stanie. Tak samo łudziłam się i wierzyłam, że rodzice pomogą mi w zakupie mieszkania. Teraz czuję się jeszcze gorzej, bo obserwując ich postępowanie od kiedy poznałam mojego męża, mogłam domyślić się, że tak nie będzie.

Jedyny słuszny sposób na rozstanie się z żalem

Akceptacja tego, czego nie mogę zmienić i zmiana tego, co mogę zmienić

Nie mam wpływu na zachowanie i podejście moich rodziców. Nie mam wpływu na to, że nie mam pomocnych teściów. Że mój syn ma babcie, które mają duże problemy same ze sobą (zdrowotne, psychologiczne), a jedyny dziadek jakiego ma, w ogóle się jako dziadek nie wykazuje. Nie cofnę czasu i nie odzyskam sprzedanego mieszkania. Najpewniej nie zrobię już operacji nosa.

Mam jednak wpływ na moje umiejętności. Na mądrzejsze ich zwiększanie. Mam też wpływ na moją pracę i zarabianie – teraz również po to, by kupić za jakiś czas większe mieszkanie. Za moje pieniądze, nie za czyjeś. Mam wpływ na mój wygląd i na moją figurę. Spory wpływ na moje zdrowie.

Mam wpływ nie na rodzinę i ich zachowanie, ale na moje podejście do nich. Myślę, że z czasem zaakceptuję to, że są tak niedoskonali, że nie są nawet w części tacy, jacy chciałabym by byli. Mam nadzieję, że dam radę widywać się z nimi tylko “od święta” i każdego spotkania nie przeżywać tak mocno, by je odchorowywać. Wiem, że w końcu zaakceptuję fakt, że ci ludzie są nieszczęśliwi sami ze sobą, więc nie mogą dać szczęścia – bo sami go nie mają (choć niestety na własne życzenie). Chcę dać sobie na to czas. Mam duży wpływ na moją własną małą – trzyosobową – rodzinę. Na szczęście i dobrobyt mojej rodziny. I to na niej chcę się skupić.

Pożegnanie z żalem

Mój żal mi szkodzi. Szkodzi tym samym mojej rodzinie. Bardzo wiele rzeczy w niej zależy ode mnie. Złość i żal zatruwają więc już nie tylko mnie. Nie chcę już poświęcać im swojej energii – jest mi potrzebna na coś zupełnie innego. Zrozumienie i akceptacja to coś, co nie przychodzi jako olśnienie w jednej chwili – to coś, co osiąga się z czasem. Wiem jednak, że mi się uda! Bo zależy mi na tym, by życie moje i mojej rodziny było lepsze. By było to życie wolne od żalu – dobre i pełne radości, miłości i zrozumienia.

Udostępnij: