nie mogę schudnąć 7 powodów

Nie mogę schudnąć bo lubię piec pyszne muffinki i ciasta? To też 🙂 ale jak dowiecie się z tego wpisu, nie tylko.

Ostatnio ważyłam dokładnie tyle ile chciałam 5 lat temu. Czułam się dobrze ze swoją sylwetką, nie miałam żadnego problemu z kupowaniem fajnych ubrań – lubiłam nosić sukienki, chodzić w szpilkach. Wyglądałam dobrze i nie wstydziłam się swojego ciała. Dziś to wszystko pozostało jedynie wspomnieniem. Stałam się stereotypowym przykładem żony, która po ślubie przytyła! A że po ślubie jesteśmy z mężem nieco ponad 4 lata… Cała masa obowiązków sprawiła, że zapomniałam o sobie! Przestało mi starczać czasu na zadbanie o siebie w pozytywny, zdrowy sposób. Brakło też czasu na przemyślenie tego, dokąd to wszystko zmierza.

W pewnej chwili jednak, zatrzymałam się na sekundę – a stało się to jak zwykle, podczas podróży. Zrozumiałam, że tak dalej być nie może i powzięłam poważną decyzję o odchudzaniu. W tym wpisie zastanawiam się więc, dlaczego nie mogę schudnąć – czemu do tej pory mi to nie wychodziło. Staram się dotrzeć do źródła problemu – szukam przyczyn. Wstępnie poszukuję też rozwiązań i możliwości zmian. Zainteresowani? Czytajcie dalej!

Dlaczego nie mogę schudnąć?

Odchudzanie to proces, który wymaga podjęcia decyzji i trwania w niej z  pełnym zaangażowaniem. Zdałam sobie sprawę, że ja takiej decyzji wcale nie podjęłam! Aż do tego momentu, przez prawie 5 lat trwałam “w zawieszeniu”. A to pomogło mi jedynie więcej przytyć. Co więc dokładnie sprawiło, że przytyłam? Oto 7 głównych powodów:

Brak określonych celów i poczucia sensu odchudzania

Z brakiem decyzji o odchudzaniu związany jest problem nieokreślenia celów i nienadania sensu procesowi odchudzania. Bo jeśli nie podjęłam takiej decyzji, to i nie zadałam sobie pytania, po co właściwie chcę się odchudzać? I czy w ogóle chcę? Czy chcę nosić fajniejsze ubrania? Czy jest to dla mnie ważne? Chcę bardziej podobać się mężowi? Wzbudzać zazdrość koleżanek? Albo praktyczniejsze: chcę łatwiej kupować ubrania, mieć możliwość noszenia czego chcę? Lub związane z rodziną: chcę być zdrowsza dla synka? Żyć dłużej?

Kij czy marchewka? Język korzyści czy strat? W teorii język korzyści daje więcej, w praktyce na początek dobry jest choćby i lęk przed chorobami – cokolwiek działa. Na dłuższą metę, warto jednak przeanalizować swoje cele i zastanowić się, co tak naprawdę trzyma przy nas te dodatkowe kilogramy. Bo może to być:

Brak odpowiedniego nastawienia psychicznego

Odchudzanie to wyrzeczenia. Jeśli do tej pory, tak ja ja jedliście słodycze i kaloryczne dania, ciężko nagle przestawić się na jedzenie mniej, zdrowiej, unikanie pewnych produktów. Na zmianę stylu życia. Odpowiednie nastawienie i przemyślenie całej kwestii i podejścia do stylu życia to bardzo ważne elementy całej układanki.

Nastawienie to jedno, ale pójdźmy jeszcze dalej, bo być może ważymy za dużo, ponieważ przed odchudzaniem hamuje nas:

Obawa przed “negatywnymi skutkami” odchudzania

Bo wbrew pozorom odchudzanie takie ma! Przestawienie się (permanentnie) na zdrowy tryb życia nie powinno być postrzegane negatywnie, ale nasza podświadomość robi swoje! Każdy wie, że aby uniknąć efektu jojo, diety trzeba się trzymać. Nie sztywno, ale na tyle, by efekty odchudzania utrzymać. A to oznacza rezygnację z jedzenia tego co do tej pory – zarówno ilościowo jak i jakościowo. Jest to więc pozbawienie się czegoś, co do tej pory było naszym przyzwyczajeniem, naszym “pocieszeniem” w trudnych chwilach, relaksem. Dobrze wiemy, że odchudzanie się z tym wiąże, ale czy to nie jest trochę tak, że chcielibyśmy i mieć ciastko i je zjeść? Może jako kobiety obawiamy się też przyciągania wzroku mężczyzn, zaczepek? Ja tak mam. Od kiedy ważę za dużo, ubieram luźne ubrania – mam spokój. Dawniej zdarzało się wiele irytujących sytuacji, zaczepek itp. Podświadomie nie chcę do czegoś takiego wracać, więc ważę za dużo i za tą wagą się ukrywam.

Nawyki i przyzwyczajenia

Czekoladka albo piernik do kawy pitej w domu lub w pracy, lody z mężem i synkiem kiedy idziemy na spacer po rynku, ciacho do kawy pitej w kawiarni. Bo jak inaczej? Przecież sama kawa to za mało, a spacerowi bez lodów czegoś brakuje. Są to nawyki i przyzwyczajenia kształtowane miesiącami. Sama czasami łapię się za głowę, jak to się stało, że takie nawyki w ogóle w moim życiu powstały. Mówi się, że przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka i to jest absolutna prawda! Jeśli jednak pewne nawyki da się wytworzyć, da się je również zmienić. Nad przebudową naszego, nazwijmy to “systemu nawyków” trzeba pracować powoli ale konsekwentnie. Mi bardzo pomaga w tym prosta aplikacja do śledzenia nawyków.

Zajadanie stresu

Kłótnia z mężem sprawia, że zjadam hurtem 5 czekoladek. Męczący dzień w pracy, a po pracy czas z maluchem i w międzyczasie gotowanie i sprzątanie? Czyli masa obowiązków praktycznie codziennie. Kiedy już Sebek zaśnie, ja kładę się na kanapie i zjadam trzy pierniki w czekoladzie. Niestety zajadanie stresu, relaksowanie się w ten sposób bardzo silnie zaburza cały proces odchudzania. Mnie trudno jest się z tego mechanizmu wyzwolić – tutaj najlepiej działa chyba znalezienie alternatywy jak np. wyjście na spacer, włączenie relaksującej muzyki czy przyjemna kąpiel. Zmiana reakcji na stres to proces kompleksowy i czasochłonny, nie zawsze damy radę reagować inaczej ale warto obserwować siebie i to, kiedy pojawia się potrzeba zajadania. Powoli, powoli kontrola nad tym będzie coraz większa.

Jedzenie w restauracjach

Styl życia wypełniony obowiązkami sprawia, że czasami nie chce mi się sprzątać kuchni, wolę zjeść coś gotowego i spędzić miło czas. U mnie jest o tyle dobrze, że nigdy nie jest to fast-food. Mimo to, przyzwyczajenie do jedzenia w restauracjach czasami nawet kilka razy w tygodniu (+ gotowanie w domu dla dziecka i niani i często zjedzenie także i tego posiłku) sprawiło, że od dość długiego czasu ilość zjadanych kalorii była za duża. A jeśli chodzi o kalorie, dodatkowy czynnik utrudniający skuteczną utratę wagi to:

Kaloryczne jedzenie

Mój mąż lubi kaloryczne dania z dużą ilością mięsa. Gotowanie oddzielnie dla siebie i dla niego u nas nie wchodzi w grę – brak na to i  czasu i sił. Czasami więc siłą rzeczy jem to co on, a nie są to dania sprzyjające zdrowej diecie. Schabowy, pizza, karkówka z grilla, burgery – to wszystko mniej lub bardziej ciężkie dania. Często próbuję dodatkami trochę je odchudzić lub zjadam ich mniejszą ilość. Jest to jakiś sposób na kompromis. Sam fakt ich jedzenia sprawia jednak, że bilans kalorii szybuje w górę. Niestety, trudno jest skutecznie schudnąć jeśli osoba obok nie pomaga. Opcja a – postawić się i gotować zupełnie inaczej, a mąż niech je na mieście, opcja b – powoli “odchudzać” kaloryczne dania.

Nie mogę schudnąć – ale czy chcę?

W zasadzie bardzo długo nie byłam pewna, czy rzeczywiście chcę schudnąć. Potencjalne korzyści z odchudzania zdawały się nie przewyższać u mnie strat i kosztów, które będę musiała ponieść. Jasne, że doskonale zdaję sobie sprawę, że korzyści z odchudzania jest bardzo dużo! To nie tak, że o nich nie myślę. Po prostu przez długi czas nie były dla mnie aż tak atrakcyjne! Ostatnio mam na głowie jeszcze więcej obowiązków niż zwykle i jeszcze mocniej odczuwam wpływ niezbyt zdrowej diety i za duże obciążenie dodatkowymi kilogramami.

Decyzja o odchudzaniu zapadła – bo przecież ja serio nie chcę ważyć 80kg! Daje mi to kilka korzyści, nie przeczę, ale jednocześnie na bardzo wiele aspektów mojego życia wpływa negatywnie. Analiza kluczowych czynników, które tak długo utrudniały mi utratę nadmiernych kilogramów bardzo pomogła mi ustalić wstępny plan odchudzania.

O planie w następnym wpisie, a tymczasem dajcie znać, co u Was utrudnia osiągnięcie wymarzonej wagi. Jak sobie z tym radzicie?

Udostępnij: