PsychologiaRozwój

Odpuszczanie a otoczenie i lęk przed zmianą decyzji

oduszczanie a lek

Bardzo wiele osób pisze i mówi ostatnio o tzw. letting go czyli mówiąc po polsku – odpuszczaniu. Co to dokładnie oznacza? Idąc przykładem sezonowym – tudzież świątecznym – letting got to odpuszczenie sobie harówy by przygotować jak najobfitsze święta – z jak największą ilością jak najlepszych potraw, wysprzątanym jak do testu białej rękawiczki domem, choinką przystrojoną na maksa. Przykłady można mnożyć, można je podać do każdej decyzji, każdej sytuacji, pory roku. Odpuszczenie sobie oznacza po prostu robienie mniejszej ilości rzeczy które się musi a większej tych które robić się chce, oznacza większą spontaniczność, mniej spięcia i trzymania się wypełnionego po brzegi grafiku. Mam jednak wrażenie, że o odpuszczaniu więcej się mówi i pisze, a realnie mniej się w tej kwestii robi.

Odpuszczanie i społeczny ostracyzm

Niestety letting go nie jest w naszym społeczeństwie sprawą prostą – chcesz odpuścić? W zamian dostaniesz mnóstwo komentarzy, pytań i porad typu – a dlaczego, a czemu tak a nie inaczej, a warto by inaczej, jak możesz chcieć tak a nie tak – bla bla bla. Rzecz jasna dużo zależy od kręgu osób w który się obracamy ale każdy z nas ma wokół siebie osoby które jeśli tylko by im się na to pozwoliło chętnie pokierowałyby naszym życiem. O wiele lepiej niż my rzecz jasna…

Dlaczego warto odpuszczać

Korzyści z odpuszczania jest sporo – więcej czasu na naprawdę ważne dla nas rzeczy, więcej czasu dla bliskich, więcej energii bo nie tracimy jej na rzeczy dla nas nieistotne, więcej kasy bo nie kupujemy zbędnych przedmiotów. Letting go daje też wiele korzyści psychologicznych – sprawia że dostrzegamy swoje prawdziwe potrzeby, łatwiej podejmujemy dobre dla nas decyzje, stajemy się pewniejsi siebie.

Zmiana perspektywy

Kiedyś nie umiałam odpuszczać – brnęłam w rzeczy które nie były dla mnie dobre, jak np. nieodpowiednie studia, byle je dokończyć i nie zostawić niedomkniętej ścieżki. Poddawałam się presji innych osób, które zawsze wiedziały co jest dla mnie lepsze. Przejmowałam się opinią innych, robiłam sporo by ich zadowolić. Ostatni rok był dla mnie takim przyspieszonym kursem odpuszczania – zaczęłam pojmować, co tak naprawdę daje mi radość, co tak naprawdę jest dla mnie ważne, czego chcę, a czego nie chcę – to jest oczywiście ciągła droga ale wiem że to dobra droga. Chyba sporo pomogły mi w tym podróże – zmiana perspektywy i otoczenia jest w stanie pomóc w dotarciu do swojego wnętrza, pomaga usłyszeć swój własny, zagłuszony tak często głos wewnętrzny.

Presja i złe decyzje

Zrozumiałam że nie chcę poddawać się presji – na budowę domu, na posiadanie dziecka już teraz, na kilka innych rzeczy których ktoś ode mnie wymagał a ja absolutnie nie czułam tego, nie miałam takich potrzeb jakie mi narzucano  – tego chcieli moi bliscy, moi przyjaciele, znajomi – nie ja. Pod taką presją (bo dzieci, bo mega widok i prestiż, bo duże i komfortowe) podjęłam z moim mężem decyzję o zakupie dużego mieszkania w centrum miasta (a raczej dwa lata temu dziury w ziemi) – mieszkania które lada chwila mieliśmy wykańczać, a które teraz z dużą radością sprzedajemy i zmieniamy na mniejsze w spokojnej okolicy. Tamto mieszkanie zupełnie nie było dopasowane do nas, nie ten metraż którego potrzebujemy, nie ta okolica, niepotrzebne ogromne koszty.

Lęk przed zmianą decyzji

Kiedy zabrnie się daleko w pewne sprawy, podejmie daleko idące decyzje o poważnych konsekwencjach, trudno się z nich wycofać, trudniej odpuścić – są takie z których wycofać się da, są takie które są już na zawsze. Pojawia się lęk przed zmianą decyzji, przed konsekwencjami tej zmiany, pojawiają się wątpliwości czy zmiana decyzji jest słuszna, czy faktycznie dobrze jest iść w innym kierunku? Te odczucia to element każdej zmiany, ale kiedy to, w co brniemy uwiera nas i czujemy się z tym źle, to mimo nich warto poważnie pomyśleć nad krokiem w inną stroną, zmianą kierunku. Z mieszkaniem decyzja jest jak najbardziej na tak, choć nie da się ukryć że są pewne jej elementy które “smakują gorzko” jak np. fakt że sporo w wykonanie pewnych udogodnień w mieszkaniu zainwestowaliśmy, było przygotowane totalnie pod nasze wymagania.

Lęk i opór przed zmianą

Drugi przykład – mam 29 lat, wszyscy w około mówią mi że już czas na dziecko, że “powinnam” już mieć pierwsze bo potem będzie za późno, że będę mieć mniej energii – zgoda, zegar biologiczny tyka ale ja nie czuję póki co aż tak silnie potrzeby posiadania dziecka by wyeliminowała ona mój strach przed problemami zdrowotnymi które mogą się pojawić, przed zmianą sytuacji finansowej, przed zmianami w moim związku. Jak widać tutaj też działa lęk przed zmianą decyzji bo za nic na świecie nie umiem sprawić by ta chęć posiadania dziecka przebiła się przez mój lęk (a nawet nazwałabym to obiektywnym strachem). Nie mogę jednak dokonać tak poważnej zmiany życiowej na siłę, więc w tym przypadku wiem, ze warto poczekać – poczekać na moment, w którym będę czuć że zyski będą większe niż koszty mojego wyboru.

Moje szczęście – moja sprawa

Wyżej napisałam o zyskach w kontekście dziecka – ale egoizm, prawda? Pewnie, wiem że każdy ma dziecko bo chce przedłużyć gatunek, ród – wyższy cel (really?).  No bo kto to z nas chciałby być postrzegany przez innych jako egoista? Ręka w górę. Nikt się nie zgłasza? Cóż, nikt nie chce, bo rzecz jasna o wiele lepiej (tylko dla kogo?!) jeśli bylibyśmy chodzącą dobrocią i altruzimem. Zdrowy egoizm jest nam jednak cholernie potrzebny – dla zdrowia i psychicznego i fizycznego – by być szczęśliwszym, pewniejszym siebie, by się nie zaorać w pogoni za nawet często nie do końca naszymi marzeniami. Naprawdę nie sądzę że moja mama, mój mąż, babcia czy przyjaciółka wiedzą lepiej co jest mi potrzebne do szczęścia, dzięki czemu będę czuć się spełniona – sorry, nawet oni tego nie wiedzą bo zawsze ale to zawsze patrzy się przez pryzmat swoich potrzeb i swojego szczęścia. Ja na przykład nie czaję dlaczego mój mąż chce mieć super wypasiony i super drogi sportowy samochód – wydaje mi się że szczęścia mu to nie da, ale czy na pewno? Czy mam rację odwodząc go od tego? Warto chyba by sam sprawdził? Szczęście to każdego osobista sprawa a nic tak nie działa jak testowanie – po swojemu i samodzielnie.

Udostępnij: