Rozwój

Skuteczne osiąganie celów – 5 zasad

skuteczne osiaganie celow

Ach te cele! Jeśli bezproblemowo je osiągacie, nie czytajcie dalej. Nie jest tak kolorowo? Wciąż macie poczucie, że inni swoje życie ustawili sobie lepiej i są w swoich działaniach o niebo skuteczniejsi niż Wy? Jeśli tak jest, czytajcie dalej – w tym wpisie przedstawiam pomysły na skuteczne osiąganie celów. 5 kluczowych zasad. Popartych doświadczeniem. Nie mniej, nie więcej – te najważniejsze, dające największe efekty.

Zapisanie celów

W latach 2017 i 2018 osiągnęłam większą ilość celów niż wcześniej w ciągu 5 lat! Nie bez powodu. W tych latach (w tym roku również) używałam kalendarza-planera w którym zapisywałam swoje duże cele na dany rok. W kalendarzu na kolejny rok mam miejsce na podsumowanie uprzedniego – okazuje się, że lista osiągniętych celów podsumowana w tym nowym jest bardzo bliska liście tych zapisanych w poprzedniorocznym! Mimo, że wcale do niej tak często nie wracałam, te cele zakodowały się u mnie i podświadomie dążyłam do ich osiągania.

First things first czyli priorytety

Nie da się zrobić wszystkiego! Każdy z nas ma 24h! Takie są fakty, jakkolwiek mocno byśmy się z nimi nie spierali. Można rzecz jasna twierdzić, że da się wszystko – u mojej psychoterapeutki z jakiegoś powodu najbardziej wkurzało mnie “i”. To “i” oznaczało że da się pogodzić i życie rodzinne i dbanie o siebie i pracę i swoje hobby i Bóg wie co jeszcze. Rozumiem, że każdy z nas ma sporo ról do pogodzenia. Wiem jednak jedno – bez ustalenia priorytetów wszystko będzie zrobione, owszem ale totalnie po łebkach i z niczego nie będziemy tak naprawdę zadowoleni. Kilka “i”? Jak najbardziej! Wszystkie “i” jakie chcieliśmy ogarnąć? Nie ma opcji! Wybierajmy więc na dany moment życia to co jest najważniejsze. Ja teraz skupiam się na synku. Na jego rozwoju, spędzaniu z nim czasu, karmieniu go piersią, a niedługo zdrowym rozszerzaniu mu diety. Na zdrowym jedzeniu dla nas trojga. Bym ja miała dużo sił, by mąż miał je na pracę, by Sebek miał super mleko. Skupiam się na ruchu i spacerach. I czystym otoczeniu. To dla mnie, dla nas trojga bardzo ważne. Zaraz potem dodaję ale tylko w miarę możliwości dwa dodatkowe, dużo mniejsze “i” – pisanie bloga i kodowanie – na tyle na ile to na dany moment możliwe, bez spinania się. To wszystko – uzgodniliśmy z mężem, że jeszcze kilka miesięcy (może 2, może 3) nie ruszam z pracą, by skupić się na powyższych.

Złe nawyki precz

Uwielbiam słodycze! Niestety w ostatnim czasie trafiliśmy z R. na doskonałą kawiarnię w której serwują tak pyszne ciasta i kawę, że trudno jest nam się powstrzymać i pozwalamy sobie na nie co jakiś czas. Dopóki nie robiliśmy tego kilka razy w tygodniu było ok – była to nasza mała przyjemność. Ostatnio zaczęliśmy jednak wpadać w sidła nawyku jedzenia tych słodkości coraz częściej! Mówimy więc sobie dość i zastępujemy ten nawyk innym – zdrowszym – wspólnym gotowaniem wieczorami! Ze złymi nawykami jest tak, że jeśli w ich miejsce nie wdrożymy jakichś innych – zdrowszych, będą nas one pochłaniać lub zamienią się na jeszcze gorsze np. leżenie przed tv z paczką chipsów.

Unikanie rozpraszaczy

Rozpraszacze. Facebook, Instagram, Netflix, HboGo. To były moje główne rozpraszacze uwagi. Wolne chwile poświęcałam na seriale, filmy, podglądanie życia innych osób. Sprawiało to, że tak naprawdę nie skupiałam się na swoim! Rozpraszacze to także sytuacje. Ból, wypadek, problemy życiowe, rodzinne i inne. Sprawiają, że tracimy z oczu to co najważniejsze. Rozpraszacze to także rzeczy. Ich nadmiar. To odwracanie swojej uwagi od rzeczy ważniejszych np. poprzez ciągłe kupowanie. Rozpraszacze to niestety często także osoby. Osoby które mamy w swoim otoczeniu, które stale narzekają, które popychają nas do niezdrowego jedzenia. Rozpraszaczy wcale nie jest łatwo się pozbyć. Wymagają przemyśleń, przejścia fazy smutku i tęsknoty za nimi – w końcu tak długo mieliśmy je w swoim życiu. Bez tego kroku jednak będzie nam bardzo bardzo trudno osiągnąć swoje cele. Pytanie jest jedno – jak ważne są dla nas? Czy ważniejsze jest zachowanie naszych rozpraszaczy?

Slight Edge – drobna przewaga

Wiem, że niektóre osoby mogą poświęcić rozwijaniu swoich umiejętności większość swojego czasu. Wiem, że one często stają się mistrzami w tym co robią – słynna zasada 10 000 godzin – mając takie możliwości średnio w niecałe 3 lata można by stać się w danej dziedzinie ekspertem. Ja jednak (jak i większość z nas) należę do grupy osób które nie mogą tak działać. Mam męża i syna. Mam swoje obowiązki. I kilka priorytetów które staram się codziennie godzić. Dla takich osób jak ja najlepszą z najlepszych opcją rozwoju i osiągania celów jest metoda drobnej przewagi. Pisałam już o niej i każda porada z tego posta jest skuteczna. Kiedy z jakiegoś powodu ucieka mi stosowanie tej metody wracam do niej i szybko wdrażam z powrotem te drobne nawyki, które z czasem tak mocno wpływają na stan mojego życia, że sama jestem tym zaskoczona!

Te metody wydają się proste. Czy takie są? Nie do końca! Wymagają zmiany myślenia, przejścia etapu smutku np. po zastąpieniu złego nawyku czy pozbyciu się ulubionego rozpraszacza. Wymagają myślenia. I wyłączenia życia na autopilocie. Coś za coś. Zadajmy więc sobie pytanie, na ile nasze cele są dla nas ważne? Czy jesteśmy gotowi na wyjście ze swojej strefy komfortu by je osiągnąć? Jakie jest nasze własne “coś za coś”?

Udostępnij: