LifestylePodsumowania

Styczeń 2020 – podsumowanie, inspiracje i plany na luty

grimms lover 1

Podsumowanie stycznia wrzucam dopiero dziś bo pisanie postów na blogu idzie mi teraz jak po grudzie! Cały styczeń zresztą nie należał do udanych – mogę go podsumować jednym słowem – trudny. Mimo różnych trudności, ubarwiałam ten miesiąc cudownymi kolorami jak na zdjęciu tytułowym – klocki Grimms spełniły swoją rolę doskonale i stałam się ich miłośniczką – czekam aż Sebastian podrośnie i też to poczuje 😉

Rodzina

Na tym obszarze skupiałam się w tym miesiącu najbardziej. Nie było łatwo – mój mąż od jakiegoś czasu wyjeżdża w sprawach firmowych na kilka dni w tygodniu i przez ponad miesiąc na te dni zostawałam z Sebkiem sama. Niby jedno dziecko, niby mogłabym trochę odpocząć ale a) Seb mało śpi, b) rzeczy same się nie ogarną c) Sebek przestał jeść!

I to było najgorsze w tym miesiącu! A do tego wszystkiego doszło przeziębienie…

Mina małego podczas jedzenia była mniej więcej taka:

Nie pomogło BLW i Tidy Tot.

Ząbkowanie i przeziębienie to oczywiste czynniki zmniejszające apetyt u dziecka, ale… Ale jest duże bo mój malec od początku nie jest miłośnikiem jedzenia i wciąż jest na 10 centylu czyt. waży bardzo mało. I kiedy je jeszcze mniej niż zwykle, problem robi się większy. Zdecydowałam, że zrobimy morfologię, bo przyszło mi do głowy, że może jedzenie zbyt mało spowodowało, że Sebek ma anemię – bo skąd miał dostarczyć sobie odpowiednią ilość żelaza, skoro jadł za mało już od jakiegoś czasu? Zanim zrobiliśmy badania, na kilka dni przed zaczęłam podawać malcowi Innofer Baby – wybrałam chyba najbezpieczniejszą z opcji podawania żelaza. Okazało się, że poziom żelaza faktycznie ma niski ale anemii nie ma! W badaniach wyszło za to coś innego – bardzo bardzo niski poziom neutrofili! Tak niski, że w teorii powinno być bardzo źle. Dostaliśmy więc skierowanie do szpitala – nie w trybie pilnym, bo taka może być Sebka “uroda”, że podczas przeziębienia (a badania robiliśmy jak się zaczynało…) poziom tym krwinek bardzo mu spada. Inne wyniki ma dobre i może to być tzw. autoimmunologiczna neutropenia, coś z czego dziecko niby wyrasta do 3-4 roku życia… Cóż, przebadać malca musimy i wtedy będziemy wiedzieć więcej. Bardzo się martwię ale wiem, że gdyby było źle maluszek miałby jakieś objawy – a on był po prostu przeziębiony i już jest zdrowy jak ryba.

Z resztą rodziny do połowy stycznia był brak kontaktu – dopiero kiedy pojechaliśmy do nich “przełamać lody” zapraszając ich na urodziny Sebka, kontakty odżyły. Warto być tym który pierwszy wyciąga rękę – mimo wszystko.

Styl życia

 

Styczeń dał mi w kość. Sebek słabo jadł, ja dużo się stresowałam, nie miałam czasu na jakikolwiek odpoczynek. Dwa razy udało mi się wyskoczyć na masaż i jeden wieczór mieć dla siebie – z tego na 2 godziny padłam w łóżko i nie byłam w stanie się ruszyć. Dobrze że chociaż zjadłam wtedy coś pysznego i zdrowego…

To pokazało mi, jak bardzo wyczerpana jestem. Rzecz jasna mój plan detoksu nie wypalił tak jak chciałam. Jadłam zdrowo, ale jak zwykle dodawałam do tego sporo niezdrowych przekąsek – czyt. słodyczy. Były i domowe jak i restauracyjne dania – jednym z pyszniejszych była kasza jaglana w ulubionej Oranżerii – w domu takiej nie przyrządzę nawet jak bym chciała.

Pyszności w Oranżerii zajadałam oczywiście więcej… Co poradzę na to, że uwielbiam to miejsce i ich jedzenie?

oranzeria rzeszow sniadanie francuskie

Nie zabrakło też domowych słodkości – creme brulee robiłam pierwszy raz po prawie czterech latach! Wyszedł przepyszny!

domowy creme brulee pychota

Z powodu problemów często nie mogłam spać – choć po wdrożeniu strategii naprawczych w tej kwestii trochę się polepszyło.

Rzecz jasna nie udało mi się uporządkować mojego otoczenia – mało tego – doszły kolejne zabawki dla Sebka. Cudowne bo drewniane! Zostałam ich miłośniczką i na oglądaniu zabawek Grimms i Joueco spędziłam kilka wieczorów. Wybrałam kilka które spodobały mi się najbardziej i siłą woli powstrzymałam się, by nie kupić kolejnych!

klocki joueco drewniane

Praca i rozwój

Pracowałam mało, bo nie miał kto się zająć Sebkiem, a moja mama zrobiła sobie miesięczną “przerwę” w przyjeżdżaniu. Temat pracy jest też o tyle trudny, że jest w niej teraz po prostu słabo. Nie rozwijając tematu – to chyba najtrudniejszy czas ever i nie wiem co dalej. Czy będę nadal robić to, co robiłam do tej pory? Nie wiem i szczerze mówiąc trochę mnie to przeraża. Żłobek dopiero od lipca, dodatkowo nie wiadomo czy malec będzie w ogóle mógł do niego pójść – co wyjdzie nam z badań. O nianię jak już zdążyłam sprawdzić, jest bardzo trudno – brakuje chętnych i po kilku rozmowach poddałam się na ten moment.

Żal mi mojej pracy jeśli faktycznie miałaby się zmienić bo mam w niej bardzo duże możliwości – mogę np. zaprojektować od a do z taką miarkę i ją wydrukować. Brakowałoby mi tych możliwości 🙁

W kwestii rozwoju zupełne zero. Nie pisałam postów – nie byłam w stanie. Nie wiedziałam o czym pisać, nie miałam kiedy pisać. Nie muszę dodawać że nie robiłam kompletnie nic w kwestii Worqbooka i rozwoju bloga…

Jest słabo

Niestety sporo kłóciłam się z mężem. Jest teraz między nami bardzo napięta atmosfera, problemy w domu, problemy w pracy, wzajemne obwinianie się bardzo nam szkodzą. Dodatkowo brak czasu dla siebie, moje poczucie że mój mąż mnie totalnie nie rozumie, nie dba o moje samopoczucie sprawiają, że czasami w mojej głowie kłębią się myśli o rozstaniu. Często mam ochotę cały nasz związek rzucić w diabły – tak źle bywa. Czy świadomie chcę? Raczej nie ale… z moim mężem faktycznie łatwo mi się nie żyje. Nie sprząta, potrafi wypominać, że głównie on pracuje, umniejsza to co robię – robi dużo złego z naszym związku. Często mam wrażenie, że jak już zajmuje się Sebkiem to z konieczności, często siedzi na telefonie zamiast bawić się z malcem – długo mogę wymieniać. Czasem naprawdę myślę, że lepiej by mi było jako samotnej matce :/Staram się nie wpaść w depresję – biorę suplementy typu magnez, witamina D, coś ziołowego na lepszy sen. Codzienny spacer to konieczność. Nadal karmię piersią i noce nadal mam nieprzespane, więc jest ciężko o porządny wypoczynek. Ja chyba też straciłam ostatnio umiejętność odpoczywania – czas sobie odświeżyć tę umiejętność.

Styczeń był do bani – muszę to powiedzieć głośno. Luty sam z siebie nie zapowiada się lepiej ale najważniejsze że Sebek zaczął jeść – czy to dzięki podawaniu mu żelaza, czy dzięki mojej mamie, która z powrotem zaczęła przyjeżdżać – nie wiem ale najważniejsze że zaczął. Zajada domowe posiłki – nadal nie w dużych ilościach ale je! Bardzo się z tego cieszę, bo to straszne dla rodzica kiedy jego dziecko nie chce jeść i jest chudziutkie. Ulubiony posiłek Sebka ostatnio to jajecznica z domową bułką i placuszki na kefirze z owocami.

Inspiracje i plany na luty

Cieszę się teraz że na mój blog mało kto wchodzi, bo inspiracji byście u mnie w tym miesiącu nie znaleźli… Plany na luty? Przeżyć. Lepiej niż styczeń. I nie wpaść w depresję. Ogarnąć roczek synka tak by było jak najmilej. Odłożyć szpital na mniej “chorobowy” czas, ale zrobić małemu badania ambulatoryjnie. Wyzdrowiał – nie jest już przeziębiony i to daje mi poczucie, że może to “tylko” ta autoimmunologiczna neutropenia. Zrobić coś z moim związkiem – bo dalej tak być nie może. Najchętniej poszłabym z mężem na terapię – wciąż mi zależy. Wiem jednak, że raz już byliśmy i on więcej nie pójdzie. Nie jest w stanie słuchać o tym, że coś robi źle, a teraz ma bardzo ciężko czas w pracy – tym to wszystko tłumaczy. I ma trochę racji bo wcześniej mieliśmy swoje małe kłótnie ale nie było tak źle… Czy będę pisać na blogu? Nie wiem. Nie chcę tutaj siać złych emocji, więc czasem wolę nie pisać nic. Chcę wyjść na jakąś prostą – jakąkolwiek. I mam nadzieję, że wyjdę na nią szybko.

Tagsplany
Udostępnij: