MacierzyństwoMamaZdrowie

Wyczerpana mama – co robię źle?

wyczerpana mama co robie zle

Muszę się do czegoś przyznać, w dużej części sama przed sobą: jestem totalnie wypompowana! Nocne karmienia dają mi już w kość – w końcu to już prawie 10 miesięcy nieustannego karmienia po 2-3 razy w nocy. Mam na sobie masę obowiązków, nie tylko opiekę nad malcem ale i pracę po kilkanaście godzin w tygodniu. Dodatkowo zauważyłam ogromny spadek produktywności – nie mogę się z niczym wyrobić, myślenie idzie mi dużo słabiej niż kiedyś, a frustracja tym, że nie ogarniam tak dobrze jak bym chciała jest coraz większa. Wyczerpana mama – ta niechlubna kombinacja słów opisuje mój obecny stan życiowy aż nazbyt trafnie. Cóż, bycie mamą jest w gruncie rzeczy bardzo fajne, w dodatku nie mam aż tak wymagającego dziecka (pomijam fakt że bardzo mało śpi), więc wynika z tego, że coś robię źle. W tym poście zastanawiam się więc nad błędami jakie popełniam i szukam prostych rozwiązań, na które znajdę czas.

Wyczerpanie mamy niemowlaka – suma wielu czynników

Mało śpię – to fakt. Fakt, który podejrzewam najbardziej przekłada się na mój obecny stan. 5-6 godzin przerywanego snu (jeśli akurat mogę zasnąć, bo zdarzają mi się i bezsenne noce) to dla mnie stanowczo za mało by czuć się dobrze. Nie jest to jednak jedyny czynnik wpływający na mój poziom energii – a raczej jej braku. Działa tu też psychika – wiem, że już nigdy nie będę miała tyle czasu co dawniej, wiem że moje życie już nigdy nie będzie takie jak dawniej. I do dziś trudno mi to w 100% zaakceptować. Czasu dla siebie mam bardzo bardzo mało, bo nie pomaga mi w jego uzyskaniu mąż. Moja mama jest u mnie tylko raz w tygodniu, a i wtedy przeznaczam sporą część tego czasu na pracę. Krzątanina domowa to coś bardzo niewdzięcznego – małe prace które trzeba wykonać, a których nikt nie zauważa dopóki przez 2-3 dni nie są robione. Na pewno nie pomaga mi też listopadowa pora i ciemne dni.

Czas na wprowadzenie kilku life hack’ów

Tak jak do tej pory dłużej nie pociągnę, więc czas na podrasowanie mojego stylu życia. Wprowadzam więc do codzienności kilka całkiem prostych rzeczy – niektóre dodaję, niektóre odejmuję. Najprostsze rozwiązania są najlepsze i często przynoszą najwięcej korzyści w trochę dłuższej perspektywie czasowej.

Moje zasady od dziś:

Idę spać o 22

Wiem, że będzie to bardzo trudne w realizacji bo wieczory to był jedyny czas który miałam tylko dla siebie. Niestety odbiło się to na moim poziomie energii bardzo mocno, a ten przełożył się na dużo gorsze samopoczucie. Liczę na to, że będąc wyspana lepiej wykorzystam czas i będę mieć więcej energii i “pary” do działania.

Rezygnuję z seriali

To po prostu nie ten czas w moim życiu! Jakkolwiek fajne by nie było odmóżdżanie się przy Watchmen’ach czy Batwoman to jednak są to totalne bzdury, na które w tej chwili nie mogę tracić czasu i energii.

Piję smoothies

Praktycznie codziennie robię dla Sebka musy i zupki. Nie powinnam więc mieć problemu z użyciem blendera do zrobienia sobie najszybciej przyswajalnej porcji witamin i minerałów. Zielone, czerwone, żółte smoothies – to wasz czas.

Dodaję do diety personalizowany suplement

Niedawno trafiłam na suplementy personalizowane – uważam je za strzał w dziesiątkę! Firma Sundose zajmuje się dobieraniem suplementów pod indywidualne potrzeby klientów – wypełniamy po prostu ankietę dotyczącą naszego stylu życia i jeśli chcemy dopasowujemy również dawki najbardziej interesujących nas składników np. magnezu czy witaminy C. Jestem bardzo ciekawa efektów i choć wiem, że suplementy nie zastąpią zdrowej diety, to jednak są do niej dobrym dodatkiem.

Prowadzę bullet journal

Możecie pomyśleć: co ma piernik do wiatraka? A właśnie bardzo dużo! Bo lepsza organizacja = lepsze wykorzystanie mocno ograniczonej ilości czasu. Bez planu wszystko się rozłazi. Dlaczego bullet journal? Wreszcie mam elastyczność w planowaniu jakiej już od dawna potrzebowałam. Przestrzeń na luźne myśli, pomysły, śledzenie nawyków, pamiętnik – to i wszystko co tylko wymyślę daje mi bullet journal. Najlepszy pomysł ever!

A te zasady podtrzymuję:

Codziennie idę na spacer

Do tej pory nie miałam za wiele innego ruchu – brak czasu cały czas robi swoje. Moim jedynym wysiłkiem fizycznym w ciągu dnia (oprócz domowej krzątaniny) były i są spacery z Sebkiem. I to jest bardzo dobra opcja więc jest codziennym elementem naszej codzienności – bez względu na pogodę.

Upraszczam dietę

Przy stanie wyczerpania jednym z czynników które mi szkodzą jest skomplikowana, składająca się ze zbyt wielu składników dieta. Lepiej czuję się kiedy jem potrawy z około 3-4 składników niż z 8. Od jakiegoś czasu stosuję tę zasadę i przyznaję, że na mnie działa bardzo dobrze.

Mniej zmęczona mama = lepsza mama

Wyczerpanie to nigdy nie jest coś dobrego – świadczy o tym, że organizm jest mocno przeforsowany. Nie jest to dobre ani dla mamy, ani dla maluszka. Mniej zmęczona mama to po prostu lepsza mama – bardziej cierpliwa i bardziej kreatywna. Nie chcę rzecz jasna popadać w perfekcjonizm – walczę z nim w końcu od lat. Po prostu kiedy lepiej się czuję, widzę że lepiej czuje się i Sebek. Robimy wtedy więcej fajnych rzeczy i autentycznie one wtedy cieszą bardziej nas oboje. Proste zmiany które wprowadzam, nie wymagają wiele zasobów (czasu i energii). Wystarczy dodać pewne rzeczy (witaminy) ale odjąć inne (czas na seriale). Z czasem chcę robić więcej dla siebie, ale póki co najbardziej skupiam się na maluszku – może za jakiś czas spróbuję dodać do naszej układanki żłobek lub nianię, wtedy ruszę ze swoim rozwojem.

Udostępnij: